«

»

kwi
17

Historia uczy jak kreować przyszłość.

Pan Tomasz Puławski, wiceprzewodniczący RM SLD w Bydgoszczy, postanowił zabrać głos w sprawie naszego wniosku do Rady Miasta odnośnie zmiany nazw ulic, które upamiętniają ludzi i instytucje związane z komunistycznym reżimem.

Tekst można przeczytać tutaj:

http://sld-bydgoszcz.org.pl/gorace_tematy/_news/1/0/1104/koliber_chce_pogonic_bols.html

Pan Tomasz słusznie zauważył, że ulica Komuny Paryskiej również mogłaby zostać dopisana do listy, ponieważ projekt polityczny pod tytułem Komuna Paryska była równie irracjonalnym i infantylnym przedsięwzięciem, co ustrój komunistyczny ZSRR i komunistyczno-socjalistyczny Rzeczypospolitej Ludowej oraz demokratyczno-liberalny IIIRP. Różnica pomiędzy tymi czterema ustrojami jest ilościowa, a nie jakościowa. Niestety wciąż żyjemy pod jarzmem głupoty o marksistowskiej proweniencji i nic dziwnego, że Pan Tomasz pokrętnie sprzeciwia się naszym działaniom. Pan Tomasz przyznaje nam bowiem rację, co do nędzności tych postaci, ale się sprzeciwia! Skąd my to znamy…

Jednakże zmagania z ideologią, której Pan Tomasz jest orędownikiem, jak mniemam po przynależności partyjnej, trwa od lat na innych polach działalności KoLibra. Tymczasem projekt tej konkretnej akcji nazywa się „Goń z pomnika bolszewika”. Komuna Paryska była, na szczęście, krótkotrwałym wybrykiem historii, który przyniósł znacznie mniej szkód niż wprowadzony terrorem bolszewizm i komunizm, który następnie rozlał się na ćwierć świata, w tym niestety Polskę. Komuna Paryska była też zjawiskiem o kilka dziesięcioleci wcześniejszym niż bolszewizm, z którym w tym projekcie walczymy. Za wcześniejsze jeszcze w Polsce na rozliczanie całej tej chorej ideologii Państwa-matczynej-piersi, która karmi swych obywateli, z miłością głaszcząc po główkach swoje lewicątka. Za wiele jeszcze jest ludzi, którzy mając w pogardzie siebie i innych oczekują, że ktoś zrobi dla nich coś lepszego, niżby oni sami byli w stanie dla siebie zrobić.

Manna z nieba spada, tylko jakoś tak nie po równo. Obficie w ośrodkach władzy, a im dalej, tym rzadsze są manny okruchy. Póki to nie zostanie powszechnie uznane za rzecz charakterystyczną dla każdego systemu opartego na błaganiu o „sprawiedliwość społeczną”, póty nie będzie w Polsce klimatu do pogonienia z pomników wszelkich socjalistycznych wymysłów. Ulice Komuny Paryskiej, traktorzystów, dekarzy, ciastkarzy itp., choć również zasadzające się na tej samej, infantylnej powtarzam, idei „sprawiedliwości społecznej”, nie zostały jednak przez nas proponowane do zmiany świadomie. Gonimy z pomników bolszewików, a nie każdego, kto z naiwności, ignorancji czy głupoty pomyślał, że państwo jest w stanie zrekompensować mu jego osobiste braki i zastąpi mu twarde ziemskie skały, po których stąpa, puchowymi.  Póki ludzie nie przejrzą wreszcie na oczy i nie zrozumieją, że każdy, kto domaga się ustawodawstwa „sprawiedliwego społecznie” domaga się niesprawiedliwości dla tych, którym się zabiera i niesprawiedliwości dla tych, którym się daje, póty pomniki tej zdziecinniałej idei będą elementem naszego krajobrazu.

Na nasze nieszczęście Pan Tomasz uważa, że zamiast zastanawiać się nad historią należy zajmować się „innymi problemami”, a więc wciąż walczyć o „sprawiedliwe społecznie” jutro. Komuna Paryska, bolszewizm, komunizm i realny socjalizm jeszcze członków SLD nie nauczyły, że sprawiedliwość należy się każdemu z osobna, a nie wyimaginowanemu społeczeństwu. Społeczeństwo to taki byt, który istnieje w urzędniczych statystykach, ale nikt jeszcze nie udowodnił jego istnienia. Coś jak yeti i jednorożce. Teraz Unia Europejska buduje nam nowe społeczeństwo oparte o tę legendarną i bajkową ideę wspartą o nowe mityczne stworzenia w rodzaju „wyrównywania nierówności”. I znowuż będzie trzeba kiedyś zmieniać nazwy ulic z euro-socjalistów i euro-komunistów na nazwiska tych, którzy szanowali i siebie i drugiego człowieka – a nie społeczeństwo, nie nimfy, nie krasnoludki.

Charakterystyczne jest dla formacji lewicowych zaprzeczanie wszelkim normom, moralnym, obyczajowym i zdrowemu rozsądkowi. Charakterystyczne jest mówienie czegoś, żeby za chwilę zaprzeczyć samemu sobie. Dla lewicy cel uświęca środki. „Dobrobyt” i „sprawiedliwość społeczną” są gotowi wprowadzać przemocą, podstępem, kłamstwem i oszczerstwem. Zatem nie dziwi, że Pan Tomasz wytyka nam babranie sie w historii, by na koniec sięgnąć do dekady Gierka i powołać go na patrona nowej przeprawy. I co chce nam tym sposobem powiedzieć Pan Tomasz, oprócz tego, że logiką pogardza tak samo, jak wiedzą historyczną? Że tęskni mu sie do szynki jak za Gierka? Prawdą jest, że nowa inwestycja wymagała zadłużenia się miasta. Dobrobyt na kredyt jest równie charakterystyczny dla dekady Gierka, co i dla obecnej władzy.

Arkadiusz Jarzecki

sekretarz bydgoskiego KoLibra