Dziesięć filmów historycznych, które chciałbym obejrzeć

Oglądając pojawiające się filmy historyczne, narzekam często, że to nie to. Ale co? — pytam sam siebie. W odpowiedzi na to pytanie postanowiłem spisać listę filmów historycznych, dotyczących historii Polski i świata, których nie widziałem, bo nigdy — o ile mi wiadomo — nie powstały.

1. „Gra o tron” Piastów

Zdecydowanie niedocenionym przez kinematografię a wdzięcznym tematem na dłuuugi serial kostiumowy są dzieje Polski pod rozbiciem dzielnicowym. Film mógłby się zaczynać od trzęsienia ziemi, tj. śmierci Bolesława Krzywoustego, a potem akcja sama idzie, scenariusz w zasadzie gotowy, tylko trzeba go wypełnić popularnymi schematami fabularnymi.

2. „Bolesław Krzywousty”

Kronika Galla aż prosi się o ekranizację. Mnóstwo pełnokrwistych postaci, w tym kobiece, intrygi, zdrada, wojny, trup ściele się gęsto, a głowy lecą jak gruchy. Film zacząłbym od sceny, gdy Bolesław Śmiały w przypływie gniewu zabija biskupa Stanisława (strofującego go z powodu tyrańskich rządów), możni podnoszą bunt i król ucieka, odgrażając się, że powróci i się zemści. Potem napisy, muzyka i scena intronizacji Władysława Hermana, wzorowana np. na znanym opisie intronizacji księcia karynckiego. A potem wiadomo: wojny, intrygi, Sieciech i macochy synów Hermana. Główną myślą filmu powinno być dojrzewanie Bolesława, od księcia-zabijaki do prawdziwego władcy. Scena ostatecznej przemiany to byłaby analogiczna scena do początkowej, kiedy biskup strofuje Bolesława z powodu oślepienia brata, a on też się sroży, ale ostatecznie opanowuje gniew i nawraca się — odbywa pokutę. Finałem byłoby zwycięstwo Bolesława w bitwie nad Pomorzanami i hołd ich księcia.

3. „Krak i Wanda”

O ile legendy o początkach Polski z kroniki Galla zostały sfabularyzowane i sfilmowane („Stara Baśń”), o tyle cykl legend krakowskich, ze smokiem wawelskim, Krakiem i Wandą, pozostał tematem nieruszonym. Czesi mogli nakręcić film o Libuszy, to czemu nie miałby powstać film o Wandzie?
 
4. „Saga rodziny Kronenbergów”

XIX stulecie to w potocznym odbiorze głównie powstania. A przecież to przede wszystkim epoka gigantycznego rozwoju gospodarczego, w którego historii powstania to tylko krwawe przecinki. Kronenbergowie, potomkowie Samuela, żydowskiego bankiera z Wyszogrodu to bohaterowie tej epoki, i to bohaterowie zwycięscy, pokonani dopiero przez II wojnę światową.
 
5. „Dywizjon 303”

Zastanawiam się, jak to możliwe, że tak arcypolski temat jak dzieje Dywizjonu 303 nie doczekał się ekranizacji? Fakt, że problemem mogłyby być techniczne uwarunkowania filmowania samolotów, ale w epoce modelowania komputerowego nie ma to już tak kolosalnego znaczenia. Film mógłby się zaczynać w 1920 roku na Ukrainie, gdzie mały chłopiec byłby świadkiem bitwy z Sowietami, w czasie której już prawie pokonani przez kawalerzystów Budzionnego Polacy zostali uratowani przez amerykańskiego lotnika z ochotniczego dywizjonu, który to pilot na koniec wylądował i okazał się… murzynem — ku przerażeniu obserwującego to chłopstwa. Chłopiec obiecuje sobie, że także zostanie lotnikiem. Potem z trudem dostaje się do szkoły do Dęblina i odbywa mordercze szkolenie. Pokazanie szkolenia ówczesnych pilotów to temat sam w sobie. Nie przypadkiem Polacy byli wtedy najlepszymi pilotami myśliwskimi świata, dzięki nauce w tej szkole. Resztę filmu można ułożyć z epizodów ze wspomnień polskich pilotów i/lub z reportaży Arkadego Fiedlera. Do wykorzystania epizod ze wspomnień Skalskiego, który wylądował przy pierwszym zestrzelonym przez siebie samolocie niemieckim, aby… uratować niemieckiego pilota przed linczem. Początkiem i końcem filmu mogłaby być scena defilady zwycięstwa, którą polski pilot obserwuje jako widz, w tłumie gapiów.

6. „Wojna polsko-bolszewicka 1920”

Temat z hukiem wszedł do kin w minionym roku, ale więcej było huku niż sensownego kina. Niestety, film Jerzego Hoffmana kulał strasznie pod względem scenariusza. Niespójna koncepcja zaowocowała filmem-hybrydą, ani romansem, ani filmem historycznym. A ja chciałbym zobaczyć film o wojnie 1920 roku w stylu „O most za daleko”. Wojna 1920 tak obfitowała w wydarzenia dramatyczne i nagłe zwroty akcji, że samo fabularyzowane opowiedzenie wydarzeń z punktu widzenia sztabów i okopów jest materiałem na wciągający film.
 
7. „Wojna peloponeska”

Nie tylko na naszym polskim podwórku są tematy historyczne, w zasadzie wcale nieruszone. Do nich należy Wojna Peloponeska, dramatycznie i fascynująco opisana przez Tukidydesa. Byłby to film politycznie niepoprawny, bo strona „demokratyczna” w tej wojnie miała sporo za paznokciami (np. wymordowanie mężczyzn z Melos i sprzedanie ich rodzin w niewolę). Sprawa Mityleny (miasto o mały włos nie zostało zrównane z ziemią przez Ateńczyków za zdradę i to postanowienie początkowo przegłosowano na zgromadzeniu) to w zasadzie temat na osobny film. Czy znalazłby się ktoś odważny i pokazał, jak demokratyczny związek państw staje się narzędziem dominacji najsilniejszego miasta?
 
8. „Niklot”


Nie wiem, czy powstał kiedykolwiek jakikolwiek film opowiadający dzieje Słowian Połabskich. A przecież to także fascynujący temat. Ostatni poganie, otoczeni przez chrześcijan, bronili swojej wolności jak potrafili, a przegrali w wyniku bratobójczej walki między plemionami. Wielki temat na epicki obraz. Przy okazji, kniaź Niklot, jako założyciel dynastii książąt meklemburskich rządzących na tym terytorium aż do 1918 roku, figuruje u początku większości rodów arystokratycznych, bo jego potomkowie spokrewnili się przez te 800 lat z kim się tylko dało.

9. „Hanza”


Kolejny temat nieistniejący w masowej wyobraźni, to kolonizacja wybrzeży Morza Bałtyckiego przez niemieckich kupców. A przecież to też fascynująca historia, przypominająca osadzanie się kolonistów w Ameryce. Niemieccy osadnicy także walczyli z „Indianami”, tj. ze Słowianami i mieszkańcami późniejszych Inflant, a także z piratami, czy miejscowymi, czy własnymi. Historia najsłynniejszego pirata Bałtyku, Klausa Störtebekera, została wykorzystana w kinie przygodowym (niestety, filmu nie widziałem, więc nie wiem, z jakim rezultatem).
 
10. „Wołyń”

Generalnie jestem wrogiem nadmiernego rozpamiętywania klęsk, ale w tym wypadku nie ma o tym mowy. Nie ma żadnego filmu fabularnego na ten temat, a pomordowanym należy się pamięć. I w imię tej pamięci powinien powstać film fabularny na temat wydarzeń na Wołyniu. Temat mrożący krew w żyłach, ale należy się z nim zmierzyć. Poza tym Ukraińcom należy się parę słów prawdy. Ciekawe, jak długo będziemy czekać na odważnego, który podejmie takie wyzwanie.