Sędzią sumień jest Bóg. „Lepiej palić fajkę niż czarownice” – ks. A.Boniecki

Palenie fajki oznacza tu zamyślenie – słowem wstępu Piotr Mucharski próbuje odgadnąć ks. Adama Bonieckiego. Marianin nie przywykł rozstawać się z fajką, właśnie popalając mierzy się ze wszystkimi zagwostkami świata, a potem swoje zmagania spisuje na drugiej stronie „Tygodnika Powszechnego”.

Polubił taką siłownię, podobnie też bardzo przywykł do tych kilku kolumn w „Tygodniku”. Na tyle, że Mucharski, przejmując schedę po swoim mistrzu i przyjacielu, nie odważył się umieszczać własnego wstępniaka. Pisywał na odwrocie okładki redaktor naczelny, teraz będzie „Redaktor Senior” i basta. Rezygnację z szefostwa w piśmie wymusili na nim przełożeni. Wymusili.

 

Zbiór tekstów ks. Bonieckiego poczyniono w krakowskim „Znaku” nie do końca zręcznie. Wybrane felietony z „Tygodnika” (te naczelniane i ponaczelniane dwójki) uporządkowano chronologicznie, poczynając od – tu lekkie rozczarowanie – września 2008, kończąc na październiku 2011. Nie jest to więc podsumowane pracy ks. Bonieckiego dla pisma, czy jego zwieńczenie – wszak mocą decyzji prowincjała Marianów wyłączność na pióro ks. Bonieckiego posiadł „Tygodnik” właśnie.

 

Bywa kąśliwy – „Redaktor Senior” tak naprawdę bardzo lubi szczypać swoich oponentów. Obrywają się więc i redemptoryści z Torunia (O Radiu Maryja piszemy w „Tygodniku” niechętnie. (…) Są to bowiem media, z którymi dialog, czy nawet merytoryczna polemika nie wydają się możliwe.), i ks. Piotr Natanek (Otoczony swymi wyznawcami odejdzie on, jak wielu podobnych mu żarliwców, w mroki zapomnienia.)

 

Konserwatywni obrońcy wiary muszą prędzej czy później sprawdzić, czego bronią: czy tego, co ma swój korzeń w Bogu, czy całkiem ludzkich i względnych produktów różnych epok i kultur. Ks. Boniecki okopał się w intelektualnej opozycji Kościoła. Z czego też wyciągano mu – wyciąga się zresztą nadal – zarzut, że pryncypialnie rozliczając błędy i niedociągnięcia polskiego katolicyzmu, pobłaża zewnętrzne zagrożenia przynoszone przez laicką współczesność. To zresztą punkt wyjścia dosyć krzywdzący, bo jakkolwiek różnie – i nie zawsze dla wszystkich zrozumiale – w swojej publicystyce ks. Boniecki rozkłada akcenty, tak raczej nie dezerteruje, to nie w jego stylu. W Europie sekularyzacja jest faktem – i jako stopniowe usuwanie religii ze sfery publicznej, i jako stopniowy zanik religii jako takiej.

 

Częściej stawia pytania, niż sam proponuje odpowiedzi. Polubił, może za nadto, komfort moderowania dyskusji w „Tygodniku”, gdzie prędko oddaje głos innym odsuwając od siebie apetyty czytelników. Choć sam też drąży. Zdarza przy tym, że chybi – mniej lub bardziej poważnie – ale zwykle raczej trafia: Nad kim płaczesz? Nad tymi, co umarli, czy nad sobą? Nad sobą. Opłakując ich śmierć, opłakujesz własne osamotnienie, własną dolę tego, który został.

 

Bierze na siebie ryzyko myślenia, jak to określa Mucharski. W Polsce Kościół, a ściślej: jego ludzie często pełnili rolę autorytetów moralnych i nadal takiej roli wielu oczekuje. Tych oczekiwań chyba się nie zauważa albo nie docenia. I to ryzyko bardzo polubił.