Ekologia polityczna – elity, hierarchia i awans

Do tej pory pomijałem w rozważaniach kwestie przemieszczania się uczestników w sieci troficznej. Sieć jest rzeczywistością dynamiczną, nawet gdy jest podporządkowana strukturze władzy. Dynamizm i ciągła zmiana jest nieodłącznym elementem świata, dlatego nie da się kontrolować sieci w sposób absolutny ani zahamować jej zmienności. Jedną z najprostszych przyczyn tego stanu rzeczy jest biologiczne zużywanie się elementów, czyli śmierć ludzi będących producentami i konsumentami, a szczególnie stanowiących punkty węzłowe i punkty kontrolne sieci.

Kierować instytucją nie może osoba nieprzygotowana. Wokół instytucji lub innego rodzaju punktów węzłowych sieci gromadzą się osoby, które dysponują wiedzą i umiejętnościami pozwalającymi na czerpanie korzyści z kontrolowania danego punktu. W ten sposób powstają grupy uprzywilejowane, które na mocy prawa, obyczaju lub praktyki zajmują się kontrolowaniem przepływów w sieci. Członkowie tych grup podlegają tym samym ograniczeniom co reszta uczestników, ulegają starości i śmierci. Instytucje często działają dłużej niż życie osób nimi kierujących. Ponieważ następstwo nie zawsze da się zabezpieczyć w sposób naturalny, np. przez wychowanie potomstwa gotowego zastąpić rodzica w jego funkcjach, potrzebne jest zastąpienie danego uczestnika sieci innym. O ile sprawa dotyczy kogoś z mniej istotnych miejsc sieci, taka wymiana nie stwarza większych problemów. Jeśli jednak dotyczy grupy kontrolującej sieci, może to wywołać nie lada perturbacje. Najlepszym przykładem takich perturbacji jest śmierć króla. Zrywane są wówczas połączenia personalne nawiązane przez władcę, sieć traci do momentu powołania na tron nowej osoby stabilność. By uniknąć właśnie takich sytuacji, władza w rozwiniętych społeczeństwach staje się odpersonalizowana, a sam władca staje się jednoosobową instytucją, której zobowiązania są stałe, niezależnie od osoby. Widać na tym przykładzie, że jedną ze stabilizujących funkcji instytucji jest odpersonalizowanie części połączeń w sieci, przez co mogą one być pełnione przez różne osoby i trwać dłużej niż życie jednego pokolenia. Jednak mimo istnienia instytucji problem następstwa i wymiany pozostaje.

Grupy uprzywilejowane starają się zachować ekskluzywność, a tym samym swoją wyjątkową pozycję poprzez stworzenie barier miedzy sobą a resztą społeczeństwa. Wyrazem takiego zamknięcia są małżeństwa wewnątrz grupy, co na dłuższą metę jest nie do utrzymania z przyczyn biologicznych. Choć potomstwo zwykle dziedziczy cechy rodziców, to przecież nie ma żadnej gwarancji, że będzie posiadało właśnie ten zestaw cech, który jest niezbędny do przejęcia roli po rodzicach. Ponieważ grupa uprzywilejowana jest z oczywistych przyczyn liczebnie ograniczona, to nie ma też w niej zbyt wielkiego pola manewru, jeśli chodzi o wybór osoby z następnego pokolenia grupy z koniecznym potencjałem intelektualnym i moralnym do pełnienia funkcji kontrolnych. Konieczne jest przynajmniej ograniczone otwarcie na ludzi nowych. Brak takiego otwarcia mści się na grupie, powodując jej degeneracje i wymieranie z powodu chorób genetycznych, nie mówiąc o tym, że członek elit postawiony na stanowisku powyżej swych kompetencji będzie pełnił funkcje w sposób daleki od optymalnego.

 Najprostszym sposobem na przyjmowanie nowych ludzi do grupy kontrolnej i zagwarantowanie ich lojalności jest przyjęcie kogoś takiego do rodziny, np. poprzez małżeństwo tej osoby, lub skoligacenie się, np. poprzez ślub dzieci lub innych krewnych. Taka droga awansu, wymuszona przez biologię, jest charakterystyczna dla systemów o silnej hierarchii i malej mobilności pionowej. Jest to oczywiście stan mało wydajny. Zdolności ludzkie rozrzucają się nierównomiernie, więc osoby o potrzebnych zdolnościach mogą znajdować się w dowolnym miejscu hierarchii. Sprawnie działający system pozwala tym osobom na wykorzystanie swych zdolności w jak największym stopniu, a tym samym na awans w strukturze sieci. Zresztą wypracowano instytucje „przesiewające” społeczeństwo w celu wyszukania osób o uzdolnieniach pozwalających na zaliczenie danej jednostki do elit, np. system powszechnej edukacji, powszechnie dostępne uczelnie wyższe, najróżniejsze instytucje dobroczynne fundujące wykształcenie albo inwestujące w obiecujące pomysły biznesowe ludzi bez kapitału własnego.

 Można powiedzieć, że sprawne działający system pracuje jak buzujący gąsior z winem. Drobinki owoców zbierają na sobie gaz i kiedy mają go wystarczająco dużo, wznoszą się ku górze gąsiora. W ludzkim ekosystemie taka wędrówka po węzłach sieci ku elitom społeczeństwa może trwać pokolenia. Kiedy w końcu drobinka, która uzbierała najwięcej gazu, wypływa na powierzchnie, zwykle traci go i opada na dno lub zaczyna po drodze na nowo zbierać dwutlenek węgla. Podobnie ludzie awansujący w hierarchii, po kilku pokoleniach (lub szybciej) mogą stracić cechy umożliwiające im drogę w górze. Dzięki osiągnięciu odpowiedniej pozycji materialnej tracą kontakt z trudnymi warunkami środowiska i zapominają, jakie cechy i umiejętności pozwoliły im wspiąć się na szczyt. Wtedy zaczynają ustępować tym, którzy wciąż mają energię na wznoszenie się. Taki buzujący ekosystem ludzki nabiera energii i materii dzięki pracy ludzi dążących do poprawy swego bytu i zajęcia jak najlepszej pozycji w sieci. Trzeba zauważyć, że w różnych sieciach uczestnicy „idą w górę” dzięki innym zestawom cech. Istotne jest, by awans nie następował dzięki postępowaniu nieuczciwemu, tj. nawiązywaniu połączeń pasożytniczych z innymi uczestnikami. Tak skonstruowany ekosystem, który pozwala na awans kosztem innych uczestników sieci, zamiast nabierać energii, traci ją. W takim ekosystemie uczestnicy zamiast skupić się na pozyskiwaniu – a tym samym wzbogacaniu – sieci troficznej dzięki zwiększaniu wydajności pozyskiwania energii i materii ze środowiska, skupiają się na wzajemnym podkradaniu sobie zasobów. Widać na tym przykładzie, że cechą efektywnych ekosystemów jest zmiana położenia uczestników w zależności od ich zdolności i szczęścia (czynnik przypadkowości jest nieunikniony) oraz upadku tych, którym ich brak.

Nierówności społeczne, awans oraz upadek ludzi i rodzin był w lewicowych ideologiach czymś, co za wszelka cenę należało zniszczyć. Komunizm np. zabierał wolność, ale wg swych obrońców dawał każdemu jakiś tam poziom życia. Równość społeczna, równość szans na starcie życiowym – te hasła do dziś są wypisywane na sztandarach różnych ideologii. W świetle ekologii są to hasła absolutnie nonsensowne, prowadzące do zaburzenia systemu awansu oraz do zepsucia reguł, które nimi rządzą. Kontrolerzy sieci, zamiast doskonalić reguły awansu, wg których następuje zmiana położenia uczestnika w sieci, tracą energię na zablokowanie naturalnie działających w sieci mechanizmów. Oczywiście nie są w stanie osiągnąć zakładanego celu, bo jest on niedorzeczny. Przecież wciąż muszą istnieć instytucje kontrolujące sieć i przepływy dóbr i ktoś nimi musi kierować. Ich likwidacja oznaczałaby zubożenie sieci, jej mniejszą efektowność energetyczną. Zamiast wymarzonej równości, efektem jest tylko petryfikacja sieci, zahamowanie naturalnych dróg awansu, ograniczenie awansu na powrót do „awansu biologicznego” – poprzez rodzinę, oraz do zwyrodnienia reguł zmiany miejsca w sieci, z uczciwych na pasożytnicze.

Bezsensownym zaburzeniem naturalnych reguł jest także utrudnianie startu życiowego członkom elit społecznych, np. poprzez bardzo wysoki podatek spadkowy. W ten sposób utrudnia się drogę awansu trwającą dłużej niż życie jednego pokoleniowy i oducza myślenia w skali dłuższej niż życie jednej osoby. Walczy się w ten sposób z jednym z najsilniejszych ludzkich instynktów, który każe zapewnić swojemu potomstwu jak najlepsze warunki życia. Podobnie efektem takiego podejścia będzie zaburzenie reguł i realizowanie się tego instynktu w sposób wyrodzony, np. poprzez instytucje łamiące prawo lub poprzez instytucje niesłużące do tego celu – co narusza relacje zaufania w sieci.

Zaburzenie reguł awansu może polegać także na zbyt łatwym osiąganiu celów – zapewnienie przez państwo mieszkania, zasiłków, co oczywiście powoduje wyłączenie całej grupy uczestników sieci z budowania wspólnego dobrobytu. Znajdują się oni w zinstytucjonalizowanej relacji pasożytniczej z resztą uczestników ekosystemu. Trzeba przyznać, że w wielu krajach socjalistycznych dojrzano ten problem, ale nie udało się go w istocie rozwiązać. Dostrzeżono, że zabranie ludziom bodźców materialnych powoduje u nich obniżenie gotowości do wysiłku (swoją drogą – zależność oczywista, czy do tego potrzeba było aż eksperymentu?). Próbuje się więc zachęcić ich do uczestnictwa w poszukiwaniu lepszego miejsca w sieci poprzez sztuczne dofinansowywanie takich zmian: płacenie za uczęszczanie na zajęcia szkolne, finansowanie kursów dokształcających i tak dalej, i tak dalej. Przypomina to próbę ratowania wina, które przestało bąbelkować. Zamiast dosypać cukru i drożdży, amator trunku dolewa do owocowego kompotu spirytusu. Oczywiście to, co powstaje, to nie jest bąbelkujący zacier, tylko tak samo martwy płyn, symulujący tylko wino.

Wniosek z tego płynie następujący – kontrolerzy sieci, zamiast tracić energię na zahamowanie naturalnego „bąbelkowania” społeczeństwa, powinni korzystać z gromadzonej w ten sposób energii i dbać z całych sił o to, by reguły społecznego awansu były uczciwe. Jeremiady z powodu „narastania nierówności społecznych” są śmiechu warte, o ile nie wskaże się powodów narastania tych nierówności. To, że jednostki lub grupy (rodziny) robią się zamożniejsze, a inne ubożeją, lub nawet tworzą warstwę nędzy, to jeszcze nie jest problem. Problem jest wtedy, gdy pewne grupy są wyłączone z szans na awans, mimo że pojawiają się wśród nich wybitne jednostki lub gdy awans w bardzo ograniczony sposób zależy od osobistych starań i zdolności jednostki, a w znacznie większy od czynników pozamerytorycznych, jak np. przynależność do grupy społecznej czy rodziny. Słowem – wrogiem rozwoju ekosystemu jest stagnacja, jeśli chodzi o zmianę położenia w sieci, oraz złe reguły tych zmian. Sama zmiana jest czymś nieuniknionym i pożądanym.