Wolnościowy flesz

Stany Zjednoczone

Americans for Tax Reform

Stephen Chu, minister ds. Energii USA (również znany fizyk i laureat Pokojowej Nagrody Nobla), zeznał 18 listopada przed Komisją ds. Energii i Handlu, że rządowa pomoc Solyndrze (producentowi energii słonecznej, który zbankrutował) była uzasadniona. Chu nie chciał przyznać, że taki ruch ze strony administracji Obamy był marnotrawstwem pieniędzy podatników. Pomimo faktu, iż wiceprezydent Joe Biden zainicjował cały projekt udzielenia pożyczki, to właśnie Chu kontynuował pracę nad dotowaniem Solyndry. Prezydent Obama miał nadzieję na sukces w tej sprawie, jednak jego bliscy współpracownicy zdawali sobie sprawę z ryzyka, jakie podejmuje rząd – kontrola finansowa wykazała ogromne długi spółki sięgające nawet 500 mln dolarów.

[Maciej Śliz]

Tea Party

W Stanach Zjednoczonych media wciąż powracają do tematu działań podjętych przez organizację Occupy Wall Street. Michael Prell, członek Tea Party, został poproszony przez dziennikarzy o wyjaśnienie różnic dzielących jego partię i tak zwanych Oburzonych. Prell podaje za dorobek OWS: 2500 aresztowanych, zniszczenia, uszkodzenia mienia oszacowane na 2,4 mln dolarów, liczne napaście, kradzieże między członkami ruchu oraz niemoralne zachowania w miejscach publicznych. Dla kontrastu, Tea Party nie ma na swoim koncie żadnego z podobnych czynów, natomiast trwa na scenie politycznej już około 1000 dni, podczas gdy fala Oburzonych – dopiero około 50 dni. Jednak główna różnica między ugrupowaniami znajduje się na płaszczyźnie ideologicznej. Tea Party ma według Prella trzy podstawowe zasady, którymi są: odpowiedzialność fiskalna, wolny rynek oraz rząd ograniczony prawami Konstytucji. Occupy Wall Street przeciwne: wymaga od państwa zwiększenia pomocy socjalnej dla studentów, darmowej opieki zdrowotnej oraz odrzucenia reguł wolnego rynku. Dążenie do zmaksymalizowania roli państwa centralnego na rynku gospodarczym oraz jego ingerencji w życie jednostki jest opozycyjnym stanowiskiem do tego przyjmowanego przez konserwatywnych-liberałów z Tea Party.

[Nikodem Hynek]

American Society for the Defense of Tradition, Family and Property

Jak co roku, w połowie października TFP zorganizowała serię Miejskich Wieców Różańcowych (Public Square Rosary Rally). 200 000 Amerykanów zgromadziło się w przeszło 7500 miejscach publicznych, żeby „dać wyraz przekonaniu, iż ludzkie rozwiązania nie są wystarczające”. John Horvat II podkreśla kontrast między inicjatywą towarzystwa a nagłośnionym przez media Occupy Wall Street Movement, który nazywa on „wiecem antyróżańcowym”. Podczas gdy rozmodleni członkowie i sympatycy TFP maszerowali ulicami miast z różańcami i statuą Matki Bożej z Fatimy, Oburzeni wykrzykiwali lewicowe hasła na zaśmieconych chodnikach. Autora sprawozdania dziwi fakt, iż media nie spostrzegły 7500 katolickich zgromadzeń, chociaż szczegółowo informują o poczynaniach mniej licznych rewolucjonistów, którzy wprost odwołują się do marksizmu. Na koniec przypomina on, że Pani z Fatimy przepowiedziała swój triumf nad komunizmem.

Z innego tekstu tego samego autora dowiadujemy się, że brytyjska stacja telewizyjna BBC postanowiła wyeliminować stosowane dotąd chrześcijańskie oznaczenia datacji („Anno Domini” czy „przed Chrystusem”) na rzecz „religijnie neutralnych” określeń („przed naszą erą” lub „naszej ery”). Komentarz działacza TFP brzmi:

„Ta nowa polityka jest smutnym komentarzem do współczesnej ofensywy przeciwko Chrystusowi. Chrześcijanofobia osiągnęła taki poziom, że nawet krótka wzmianka o Chrystusie w systemie datowania musi być unikana. Strach przed urażeniem odbiorcy powoduje, że BBC woli obrazić miliard chrześcijan na świecie. Nasz Pan Jezus Chrystus, który przyszedł na świat, żeby zbawić ludzkość, został ponownie wzgardzony przez ten świat, który próbuje wymazać z pamięci każdą wzmiankę o Jego istnieniu.”

Z nowego numeru miesięczniku TFP „Crusade” dowiadujemy się, że na Florydzie zamknięto klinikę aborcyjną ze względu na niespłacone wierzytelności. Wydarzenie miało miejsce w święto Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. „Aktywiści pro-life modlili się Różańcem, oferując pomoc kobietom, które przychodziły do kliniki. Przez około dziesięć lat byli oni świadkami życia” – powiedział jeden z działaczy.

[Szymon Leszczyński]

Constitution Party

Na stronie internetowej partii można przeczytać tekst znanego amerykańskiego konserwatysty Patricka Buchanana. Autor zastanawia się nad przyczynami złej kondycji gospodarczej USA. Jego zdaniem najbardziej niepokojącym objawem jest 15-letnia stagnacja średniego wynagrodzenia przeciętnej amerykańskiej rodziny. Przedsiębiorcy przenoszą swoje firmy za granicę, gdzie mogą liczyć na tańszą siłę roboczą i mniej restrykcyjne regulacje, co spowodowało odpływ 5,5 miliona miejsc pracy w przemyśle za czasów prezydenta Busha. 800 miliardów dolarów wydanych w ramach pakietu stymulującego przez jego następcę nie mogło znacząco wpłynąć na poprawę stanu amerykańskiej gospodarki, ponieważ Amerykanie kupują towary wytwarzane w Japonii, Korei oraz Chinach – przekonuje Buchanan. Drugi powód takiego stanu rzeczy to – według autora – masowa imigracja. Każdego roku przybywa do USA ponad milion pracowników, chociaż 14 milionów Amerykanów już nie może znaleźć pracy. Buchanan uważa, że żadna z dużych partii politycznych w Stanach Zjednoczonych nie chce się zająć opisywanymi problemami: „Demokraci postrzegają nielegalnych imigrantów oraz ich dzieci jako przyszłych wyborców. Republikanie są przerażeni perspektywą zarzutów o rasizm oraz zrażenia do siebie etnicznych lobby.” W tej sytuacji aktualne pozostaje końcowe pytanie autora: kto dba o dobro narodowe? Robert Peck, prezes waszyngtońskich struktur Partii Konstytucyjnej, zabiera głos w sprawie rozważanej przez Kongres poprawki do Konstytucji Stanów Zjednoczonych o zrównoważonym budżecie. Przypomina on obowiązującą ustawę Kongresu z 1985 roku, która miała podobne założenia, ale od początku nie jest przestrzegana. Polityk nie wierzy, że zmiany w Konstytucji zdyscyplinują kongresmenów, którzy niedawno uchwalili budżet z rekordowym deficytem. „Głosowanie nad poprawką o zrównoważonym budżecie przez ten Kongres brzmi jak grupa odurzonych wydawaniem ustawodawców, którzy wiedzą, że nie mogą przestać, ale krzyczą «Niech ktoś nas powstrzyma zanim znowu to zrobimy»” – pisze Peck.

[Szymon Leszczyński]

Heritage Foundation

James Carafano komentuje sytuację w Libii po obaleniu rządów Muammara Kaddafiego. „Pozbycie się Kaddafiego nie było i nie powinno być jedynym celem, nie powinno być też jedynym wyznacznikiem sukcesu politycznego w tym kraju. Cieszymy się, że Kaddafiego już nie ma, chwalimy też taktyczny sukces wojsk USA i NATO” – czytamy we wstępie analizy. Dalej autor tekstu dzieli się trzema ogólnymi spostrzeżeniami na temat całej operacji. Po pierwsze, decyzja o użyciu siły militarnej powinna być motywowana dwoma czynnikami: tym, co słuszne, oraz tym, co leży w interesie danego narodu. Drugi wniosek to potrzeba uzgodnienia stanowiska Białego Domu z Kongresem, co w tym wypadku przewiduje amerykańskie prawo. Ostatnia teza głosi, iż obrona interesów USA nie może odbywać się niskim kosztem. „Pod wieloma względami działania prezydenta w Libii stwarzają negatywne precedensy, jeżeli chodzi o użycie siły militarnej i stawianie czoła zagrożeniom XXI wieku” – kończy Carafano. Mike Brownfield odniósł się do zapowiedzi Baracka Obamy o wycofaniu wojsk USA z Iraku do końca roku. Choć spełnienie wyborczej obietnicy wydaje się „długo wyczekiwanym politycznym zwycięstwem”, to ekspert HF uważa tę deklarację za „rezultat poważnej porażki administracji Obamy, która podważy amerykańskie interesy obronne na Bliskim Wschodzie”. Wycofanie amerykańskich wojsk z Iraku utrudni zwalczanie al-Kaidy w Iraku i radykalnych pro-irańskich bojówek. „Żaden Amerykanin nie chce widzieć swoich żołnierzy na Bliskim Wschodzie dłużej niż to konieczne. Niestety, przedwczesne wycofanie z Iraku może zniweczyć postępy, za które tak wielu Amerykanów i Amerykanek walczyło i oddało życie. Choć prezydent ma teraz nowy punkt do przedstawienia w kampanii wyborczej, to dzieje się to ze szkodą dla narodowego bezpieczeństwa” – podsumowuje Brownfield.

Z ostatnich analiz Heritage Foundation wynika, że obecny poziom wydatków USA na obronę narodową stoi poniżej średniej z ostatnich 45 lat pomimo zaangażowania w Iraku i Afganistanie (licząc jako % PKB). Analitycy alarmują, że w Białym Domu planuje się kolejne cięcia w tym sektorze do 2015 roku. Choć oszczędzanie na obronie narodowej może wydawać się pożądane przy obecnym poziomie zadłużenia państwa, sektor ten już doświadczył cięć rzędu 1 miliarda dolarów, co jest wystarczającym wkładem w walkę z deficytem budżetowym – argumentują autorzy omawianej analizy.

Cato Institute

Michael D. Tanner porównuje ruch Occupy Wall Street do zmarłego niedawno Stevena Jobsa. Oburzeni wznoszą hasła skierowane przeciw bogatym, czyli ludziom podobnym do założyciela firmy Apple (produkującej iPhony oraz iPady, dzięki którym protestujący mogli się skrzyknąć). Jobs zaczynał jako biedak. Osiągnął sukces dzięki ciężkiej pracy i własnej błyskotliwości. Kiedy mu nie wychodziło, nie prosił rządu o dofinansowanie. „Tłumy spod znaku Occupy Wall Street, a razem z nimi prezydent Obama, postrzegają rząd jako centrum istnienia. To rząd czyni świat lepszym, a bogaci, biznesmeni i przedsiębiorcy tylko «zabierają» zamiast «płacić swoją część».” Tanner pyta zatem: czy rząd rzeczywiście zrobiłby lepszy użytek z pieniędzy Jobsa? Dalej sam na nie odpowiada: „Rząd wydał już biliony na szkoły, które nie edukują, programy do zwalczania biedy, które nie pomagają ludziom wyrwać się z ubóstwa, pakiety stymulujące, które nie stymulują, i programy opieki zdrowotnej, które nie kontrolują kosztów.” Ekspert Cato Institute radzi na koniec: „Gdy ktoś sugeruje, że potrzebujemy większych podatków, więcej regulacji, więcej wojny klas, więcej programów rządowych, powinniśmy odpowiedzieć, że potrzebujemy polityki, która zachęci biednego chłopca z San Francisco do stania się bogatym, a tym samym także uczynienia reszty z nas odrobinę bogatszymi.” W innym tekście Michael D.Tanner omawia dotychczasowe doświadczenia walki z nadmiernym zadłużeniem. George H.W. Bush zrezygnował w 1990 roku z wyborczej obietnicy niepodnoszenia podatków, argumentując, iż na każdy dodatkowy dolar w budżecie przypadną dwa dolary po stronie zredukowanych wydatków rządowych. W rezultacie wzrosły zarówno podatki i wydatki. Z wynegocjowanych w obecnym roku cięć budżetowych rzędu 61 miliardów dolarów w praktyce udało się uratować mniej niż 8 miliardów. „Apetyt rozrośniętego rządu na podatki jest niezaspokojony. Będzie on wydawał tyle, ile dostanie, i jeszcze więcej” – czytamy w podsumowaniu.

Przedstawiciele instytutu pochwalają decyzję prezydenta Obamy o wycofaniu z Iraku. Christopher Preble podsumował obecność Amerykanów w Iraku następująco: „Ta kosztowna i przynosząca efekty przeciwne do zamierzonych wojna – rozpoczęta pod fałszywymi pretekstami, sprzedana Amerykanom jako bułka z masłem, operacja, której koszty pokryją zyski z handlu ropą – może w końcu, na szczęście zbliżać się do końca.” Ted Galen Carpenter argumentował już w 2007 roku: „Czas przyznać, że misja w Iraku się nie powiodła i przestać liczyć straty. Pomysł, że Irak stanie się stabilną, zjednoczoną, świecką demokracją i modelem dla nowego Bliskiego Wschodu zawsze był iluzją. Nie powinniśmy prosić Amerykanów, żeby dłużej umierali za tę iluzję.”

[Szymon Leszczyński]

Republican Party

Trwają wewnątrzpartyjne głosowania, które mają pomóc Republikanom wyłonić kandydata partii do walki o prezydenturę. Okazuje się, że najsilniejszą pozycję wśród stanowych struktur partyjnych mają libertarianin Ron Paul oraz, niespodziewanie, czarnoskóry biznesman Herman Cain. Szanse tego drugiego polityka na uzyskanie nominacji zmniejszają jednak oskarżenia o molestowanie wystosowane wobec niego przez kilka kobiet oraz liczne gafy wypowiedziane przed kamerami. W czołówce wyścigu utrzymują się także Michele Bachmann, Newt Gingrich, Rick Perry oraz Mitt Romney. Sarah Palin, była gubernator Alaski, wycofała się z wyścigu o nominację.

Główni republikańscy pretendenci do nominacji prezydenckiej zaostrzają swoją retorykę. Herman Cain zarzuca prezydentowi Obamie prowadzenie wojny klas, skoro uważa za niesprawiedliwą sytuację, w której 50% Amerykanów już płaci 97% wszystkich podatków. Zwracając się do okupujących Nowy Jork demonstrantów, Cain powiedział: „Nie wińcie Wall Street, nie wińcie wielkich banków, jeżeli nie macie pracy i nie jesteście bogaci, wińcie siebie.” W podobnym tonie wypowiada się Mitt Romney. Na pytanie o ruch Occupy Wall Street odpowiada: „Myślę, że to jest niebezpieczne, ta walka klas.” Romney opowiada się również ostatnio za militarną dominacją USA nad światem oraz przeciwko związkom partnerskim osób tej samej płci. Michele Bachmann zapowiada deregulację gospodarki na wielką skalę. Rick Perry z kolei proponuje wprowadzenie podatku liniowego i ograniczenie biurokracji. Podczas jednej z debat telewizyjnych Perry nie mógł sobie jednak przypomnieć, które urzędy federalne zamierza zlikwidować. Najdalej idzie Ron Paul, który domaga się m.in. wycofania państwa z obszaru edukacji oraz zmiany polityki Rezerwy Federalnej. Nazywa on też prezydenta Obamę dyktatorem i snuje rozważania o wszczęciu procedury impeachmentu przeciw niemu. Ubiegający się o nominację Republikanie przedstawiają także swoje poglądy na sytuację międzynarodową. Ustosunkowując się do ewentualnej konfrontacji z Iranem, Mitt Romney stwierdził: „Jeśli wybierzemy ponownie Baracka Obamę, Iran będzie miał broń jądrową. Jeśli wybierzecie mnie, Iran nie wejdzie w posiadanie takiej broni.” Pozostali kandydaci również nie wykluczają interwencji zbrojnej w Iranie, ale starają się akcentować łagodniejsze kroki. Wyjątkiem jest Ron Paul, który chciałby ograniczyć do minimum zaangażowanie USA w sprawy światowe.

Zapowiedź wycofania amerykańskich wojsk z Iraku wywołała różnorodne komentarze w obozie GOP. Główni kandydaci do prezydentury (Cain, Bachmann, Perry i Romney) skrytykowali decyzję prezydenta Obamy. Wyłamał się tylko Ron Paul, który od początku był przeciwny interwencji. John McCain, zwycięzca poprzedniego boju o nominację prezydencką, nazwał wycofanie z Iraku „poważnym błędem”. John Boehner, spiker Izby Reprezentantów, zajął pośrednie stanowisko. Część szeregowych republikanów cieszy się jednak z bliskiego zakończenia misji.

Republikanie w Izbie Reprezentantów doprowadzili do potwierdzenia motta Stanów Zjednoczonych w listopadowym głosowaniu. Niemal wszyscy reprezentanci opowiedzieli się za potwierdzeniem motta i zachęceniem do jego ekspozycji w budynkach publicznych. Komentatorzy uważają, że jest to element walki wyborczej, biorąc pod uwagę, iż Kongres potwierdził już w 2002 roku, że słowa „w Bogu pokładamy ufność” są mottem Stanów Zjednoczonych. Republikanin J. Randy Forbes, wnioskodawca uchwały, argumentuje potrzebę kolejnego głosowania stwierdzeniem, iż wielu czołowych przedstawicieli władz publicznych nadal ma problemy ze wskazaniem właściwej sentencji. Uwaga ta odnosi się m.in. do prezydenta Baracka Obamy, który podczas zeszłorocznej wizyty w Indonezji jako motto państwowe wskazał inne słowa.

[Szymon Leszczyński]

Australia

The Centre for Independent Studies

Jennifer Buckingham, analityk CIS, jednoznacznie stwierdziła, że trzy główne cele finansowania systemu edukacji – sprawiedliwość, efektywność i dążenie do perfekcji – nie zostały osiągnięte przez obecne rozwiązania w Australii. Buckingham podkreśla w swoim raporcie „School Funding, Choice and Equity”, że obecny system jest niezwykle skomplikowany, co prowadzi do dezinformacji i niesprawiedliwego podziału środków. Poza tym dzisiejsze finansowanie edukacji w Australii opiera się przede wszystkim na historycznych zależnościach i praktycznie nie uwzględnia potrzeb studiujących.

Jak twierdzi Buckingham, system musi brać pod uwagę rozwój szkolnictwa prywatnego przy jednoczesnym zachowaniu funduszy publicznych, dzięki którym można zwalczać niesprawiedliwe zróżnicowanie dostępu do wiedzy.

[Maciej Śliz]

Nowa Zelandia

ACT New Zealand

Stephen Whittington, rzecznik ACT ds. Młodzieży, stwierdził 3 listopada, że rząd Partii Pracy nie robi nic, aby zachęcić ludzi młodych do pozostania w kraju. Ta wypowiedź jest związana z ostatnimi badaniami statystycznymi, które wykazały, że około jedna trzecia kończących edukację chce kontynuować swoją karierę zagranicą.

– Dużo podróżowałem po świecie w trakcie studiów i bardzo sobie cenię to doświadczenie. Jednak sytuacja, gdy 27% naszych studentów chce wyjechać na stałe z Nowej Zelandii, jest bardzo przygnębiająca. Powodem tego jest polityka naszego rządu, który pozostawia kolejnym generacjom w spadku rosnący dług, dużo barier na rynku pracy oraz trudności ze sfinansowaniem zakupu własnego mieszkania – powiedział Whittington.

[Maciej Śliz]