Kwestionariusz Gońca - Stefan Sękowski

W tym numerze swoimi przemyśleniami podzieli się z nami Stefan Sękowski, niegdyś aktywny działacz KoLibra i publicysta debiutujący w Gońcu Wolności, obecnie dziennikarz Gościa Niedzielnego, a w przeszłości także Najwyższego Czasu, Opcji na Prawo oraz redaktor portalu Fronda.

1. KoLiber jest dla mnie…
Teraz – miłym wspomnieniem. Gdy zaczynałem współpracować z KoLibrem w 2002 i zapisałem się do niego w 2004 roku, widziałem w nim organizację, dzięki której mogę realizować swoje społeczno-polityczne zainteresowania, dzielić się z innymi swoimi zapatrywaniami, a przede wszystkim: działać. Dziś widzę w nim ciekawą szkołę działalności społeczno-politycznej. To miejsce, w którym można także znaleźć dobrych znajomych, a nawet przyjaciół. Te znajomości później procentują: byłego KoLegę można poprosić o numer telefonu do osoby, od której potrzebuje się jakichś informacji do tekstu, lub wręcz tegoż Staszka czy innego Przemka przemaglować odnośnie jego aktualnej działalności.

Nie zgadzam się z niektórymi moimi rówieśnikami, którzy twierdzą, że KoLiber powinien dorastać wraz z nimi. To oni powinni wyrastać z KoLibra, korzystać z jego formacji i zostawiać aktywne działanie młodszym. Choć nie ma ograniczenia wiekowego, jeśli chodzi o przynależność do tego Stowarzyszenia, warto, by kierowały nim osoby młodsze, głównie studenci i licealiści. Nasto- i dwudziestoparolatkowie potrzebują takiej organizacji.

2. W KoLibrze nauczyłem się…
Dużo daje kontakt z ludźmi, którzy starają się rozwijać i w tym celu szukają kontaktu z ludźmi sobie podobnymi. Chodzi mi o moich KoLegów i KoLeżanki, z którymi działałem, dyskutowałem i kłóciłem się, wymieniałem książkami, płytami i filmami, chodziłem na piwo i na koncerty. KoLibranci to ludzie, którym się chce. Poza tym, standardowo, jak to w organizacji: nauczyłem się jak działać w grupie, jak tej grupie przewodzić, jak współpracować z ludźmi o nie zawsze takich samych poglądach. Nauczyłem się też, że działalność społeczna i obserwowanie polityki z boku jest ciekawsze, niż działalność polityczna jako taka.

 3. Wzorem dla mnie jest…
Znacznie łatwiej mi powiedzieć, kto „był”, niż kto „jest”. Staram się nie mieć stuprocentowych autorytetów, uważam, że od każdego można nauczyć się czegoś wartościowego, a jednocześnie każdy popełnia błędy. Oczywiście są osoby, z których zdaniem się liczę, ale wolę zachować listę ich nazwisk dla siebie, bo jeszcze popadną w samozachwyt ;).

4. Warto działać, bo…
inaczej się dziczeje. Niczym tolkienowskie Enty, które zarzuciły nadzieję na odnalezienie żon i dla których świat poza Fangornem nie miał znaczenia (do czasu). Tymczasem świat zewnętrzny oddziałuje na Fangorn i jeśli się rychło w czas nie zareaguje, na porządki w Isengardzie może już być za późno.

5. Konserwatywny liberalizm to dla mnie…
kiedyś ideowe szufladkowanie było dla mnie czymś łatwym i oczywistym. Kogoś, kto nie potrafił sobie przykleić łatwi „konserwatysty”, „liberała” czy „socjalisty”, uważałem za ignoranta, albo osobę, która na siłę chce uchodzić za „niezależną”. Dziś wiem, że właśnie bycie „niezależnym” jest czymś ciekawym, a zamykanie się w ideologicznych dogmatach czyni z człowieka niewolnika.
Zabrzmi to jak herezja na łamach „Gońca Wolności”, ale sam nie określiłbym siebie jako „konserwatywnego liberała” i nigdy się tak nie określałem. Identyfikowałem się z Deklaracją Ideową KoLibra, ale nie z samą etykietką będącą źródłem nazwy Stowarzyszenia. Zbyt często tę zbitkę słowną rozumie się jako połączenie konserwatyzmu w kwestiach rozporkowo-kościelnych z liberalizmem w sprawach kasy. Tymczasem taki dualizm jest na dłuższą metę mrzonką, prędzej czy później okazuje się, że dla kogoś tak rozumiany konserwatyzm jest ważniejszy i należy dla niego poświęcić element wolnościowy – albo odwrotnie. To naturalne. Niemniej jakoś ta mrzonka potrafi cementować KoLibra. Odnoszę wrażenie, że na zasadzie wspólnoty w obliczu posiadania wspólnego wroga – w przypadku KoLibra tym wspólnym wrogiem jest opresyjne państwo-niańka. A to wspólny mianownik na lata.

Żeby jednak nie było tak pesymistycznie, to dodam, że konserwatywny liberalizm można rozumieć także jako walkę o wolność i świadomość konieczności brania odpowiedzialności za korzystanie z wolności. W tym sensie każdy liberalizm musi być z założenia konserwatywny, inaczej staje się zakamuflowanym totalitaryzmem.

6. Dla idei gotów byłbym…
Ślepe przywiązanie do „idei” prowadzi w najlepszym przypadku do utraty złudzeń, w najgorszym do fanatyzmu. To, czego nauczyło mnie kilkunastoletnie funkcjonowanie w różnych „ideowych” środowiskach to to, by zawsze mieć się na baczności przed tymi, którzy chcą mi wmówić, do czego dla „idei” powinienem być gotowy. Najczęściej są to cwaniaki, którzy sami dla „idei” nie są w stanie wiele zrobić, a chętnie na niej zarabiają. Bo to, wbrew pozorom, chodliwy towar.

Do poświęceń warto być gotowym dla Boga, rodziny, uczciwości, sprawiedliwości. Ale niekoniecznie dla „idei”.

7. Polityka…
Kiedyś chciałem być politykiem. Jednak z biegiem czasu zdałem sobie sprawę z tego, że to mało interesujące, średnio rozwijające, w praktyce często prymitywne zajęcie. Polityk 90 proc. czasu marnuje na walki wewnętrzne w swojej partii, próbie usadzenia Ryśka i wypromowania Witka w celu zastopowania Heńka. Lepiej patrzeć na ręce ludziom, którzy się parają polityką. W końcu przynajmniej w teorii powinna to być rozumna troska o dobro wspólne. Nawet ktoś, kto śmieje się z tej definicji powinien pamiętać, że nawet jeśli polityką się nie interesuje, to polityka interesuje się nim.

8. W Polsce zmieniłbym…
relacje obywatel-państwo. Obecnie, czy to w kontekście działalności gospodarczej, w sferze ochrony prywatności czy wychowania dzieci łaskawie wydziela się obywatelom swobody z traktowanych jako oczywista oczywistość prerogatyw państwa. To jednak ono powinno grzecznie zapytać się, czy w ramach dbałości o dobro wspólne ma prawo ograniczyć wolność obywateli.

9. W życiu najbardziej cenię…
życie.

10. Gdy chcę odpocząć…

rozmawiam z żoną, bawię się z synkiem, spotykam się z przyjaciółmi lub znajomymi. Po powrocie z Warszawy do Lublina mogę znów chodzić do ulubionego Pubu Kwadrat, gdzie co czwartki odbywają się jam session. W ogóle słuchanie muzyki to jeden z moich ulubionych sposobów spędzania wolnego czasu – i nie tylko wolnego, bo miły, delikatny prog-rock czy rytmiczny anglojęzyczny blues pomagają mi się także skupić na pracy. Tak więc uwielbiam muzykę (szeroko, od inteligentnego popu po ekstremalny metal), poznawać jej nowe odcienie. Nie mogę pominąć także książek. Aktualnie na tapecie: biografia Iron Maiden, monografia o KPN w Krakowie, „Historia fiozofii politycznej”, Pismo Święte, niemiecka powieść fantasy klasy C i teologiczne szkice na temat powołania, nowe numery Czwórek, Pressji i Rzeczy Wspólnych.

11. Rodzina…
Moja najbliższa rodzina składa się z czterech osób: mojej żony Magdy, 16-miesięcznego synka Adasia, dziecięcia płci na razie nieznanej i mnie. Niech jej znaczenie dla mnie określi jedno słowo: szczęście. Jeśli ktoś nie rozumie, co mam na myśli, niech założy własną – wtedy się dowie, o co mi chodzi. Polecam.

12. Praca zawodowa…
mam szczęście móc robić to, co lubię i jeszcze pobierać za to pensję. Od dawna próbowałem swoich sił w publicystyce, od kilku lat zarobkowo zajmuję się dziennikarstwem. Pracuję w najlepiej sprzedającym się w Polsce tygodniku opinii, „Gościu Niedzielnym”, staram się także publikować wszędzie tam, gdzie chcą mnie drukować. Oprócz oczywistego celu pracy, jakim jest zarobienie na utrzymanie własne i rodziny widzę w dziennikarstwie i publicystyce możliwość ukazania prawdziwego obrazu rzeczywistości i podzielenia się z innymi własnymi spostrzeżeniami na jej temat. Staram się, by nie była ona dla mnie najważniejsza w życiu, by nie kolidowała z życiem rodzinnym.

 13. Chciałbym spotkać…
przede wszystkim kilku znajomych, z którymi się dawno nie widziałem. Niestety na spotkania towarzyskie często brakuje czasu.

14. Lubię…
gdy jest dobrze.

15. Nie lubię…

...gdy mi mówią po imieniu
Gdy w zdaniu jest co drugie słowo - brat
Nie lubię gdy mnie klepią po ramieniu
Z uśmiechem wykrzykując - kopę lat!
Nie lubię gdy czytają moje listy
Przez ramię odczytując treść ich kart
Nie lubię tych co myślą, że na wszystko
Najlepszy jest cios w pochylony kark

Nie znoszę gdy do czegoś ktoś mnie zmusza
Nie znoszę gdy na litość brać mnie chce
Nie znoszę gdy z butami lezą w duszę
Tym bardziej gdy mi napluć w nią starają się
Nie znoszę much co żywią się krwią świeżą
Nie znoszę psów co szarpią mięsa strzęp
Nie znoszę tych co tępo w siebie wierzą
Gdy nawet już ich dławi własny pęd!

Nie cierpię poczucia bezradności
Z jakim zaszczute zwierzę patrzy w lufy strzelb
Nie cierpię zbiegów złych okoliczności
Co pojawiają się gdy ktoś osiąga cel
Nie cierpię więc nie wyjaśnionych przyczyn
Nie cierpię niepowetowanych strat
Nie cierpię liczyć nie spełnionych życzeń
Nim mi ostatnie uprzejmy spełni kat

Ja nienawidzę gdy przerwie mi rozmowę
W słuchawce suchy metaliczny szczęk
Ja nienawidzę strzałów w tył głowy
Do salw w powietrze czuję tylko wstręt
Ja nienawidzę siebie kiedy tchórzę
Gdy wytłumaczeń dla łajdactw szukam swych
Kiedy uśmiecham się do tych którym służę
Choć z całej duszy nienawidzę ich!