Mocarz czy krzykacz?

Piąta Republika Francuska oraz jej obywatele nie cieszą się ostatnio wśród Polaków wielkim uznaniem. Zdecydowanie wyżej cenimy Anglosasów czy Niemców. Aspiracje polityczne i gospodarcze Francji wydają nam się znacznie przekraczać jej potencjał i często prowokują drwiny. Czy dawny hegemon na Kontynencie zasługuje na taką ocenę?

Siła Francji kojarzy się nad Wisłą co najwyżej z francuskimi koncernami z branży dóbr luksusowych, odzieży, czy kosmetyków. Niektórzy wspomną też o francuskiej motoryzacji. Już ledwie nieliczni mają świadomość, że czołowi światowi giganci budownictwa i energetyki nad wyraz często mają swe główne siedziby właśnie nad Sekwaną.

Poczynania Francji bywają komentowane jako rozpaczliwe próby wskrzeszenia na arenie międzynarodowej jej zapomnianej siły. W prywatnych rozmowach Polaków są często kwitowane słynnym żartem na temat skrzyni biegów we francuskim czołgu. W humorystyczny sposób koresponduje to również z osobą Nicolasa Sarkozy’ego - mężczyzny, który stara się być jednym z głównych światowych rozgrywających, pomimo swoich 165 centymetrów wzrostu. Francuska polityka zagraniczna to jednak nie chaotyczne wymachiwanie szabelką, a trzeźwe zabezpieczanie swoich interesów. 

Francuzi już w latach 50-tych rozpoczęli rewizję swojej pozycji na powojennej arenie. Po Kryzysie Sueskim, podczas którego zostali wraz z Wielką Brytanią zmuszeni przez USA do przerwania swoich działań wojennych, spostrzegli, że Stany Zjednoczone już nie są sojusznikiem godnym zaufana i nie należy zawierzać im bezpieczeństwa kontynentalnej Europy w razie inwazji Armii Czerwonej. Wtedy to znacznemu przyspieszeniu uległ francuski program atomowy. Przez pewien okres toczył się on we współpracy z Niemcam i Włochami, jednakże dojście do władzy Charlesa De Gaulle’a przekreśliło nuklearną współpracę z sąsiadami, sprawiając jednocześnie, że dawne Państwa Osi do dziś nie mogą się poszczycić posiadaniem nuklearnego odstraszacza. Nowy prezydent Republiki jeszcze wzmocnił kurs na utworzenie poteżnej francuskiej force de frappe. W 1960 Francja przeprowadziła pierwszą próbę atomową na pustyniach Algierii, a w 1966 De Gaulle całkowicie wyłączył francuskie siły zbrojne spod jurysdykcji dowództwa NATO. Dopiero w 2009 pełna integracja ze strukturami sojuszu została przywrócona przez Sarkozy’ego.

W ostatnich tygodniach możemy z kolei obserwować francuskie poczynania polityczne zupełnie odmiennej natury. Nad Sekwaną została właśnie uchwalona penalizacja negowania ludobójstwa Ormian, co spotkało się z bardzo ostrą reakcją ze strony Turcji. Ankara do dziś nie przyznaje się do zbrodni dokonanych w latach 1914-23 wobec chrześcijańskich społeczności na swym terytorium - Ormian, Greków i Asyryjczyków. Oczywiście nietrudno wątpić w bezinteresowność francuskiego gestu wobec Ormian. Jedni wiążą ten fakt ze zbliżającymi się wyborami prezydenckimi we Francji, a inni mogą dopatrywać się w tym konflikcie prób oddalenia perspektywy tureckiej akcesji do Unii Europejskiej. Niemniej jednak, stanowi to dowód na niezależność i odwagę polityki zagranicznej Paryża.

Cóż jeszcze, prócz arsenału głowic jądrowych, stanowi zaplecze tej francuskiej pewności siebie? Piąta Republika to światowy potentat w technologii kosmicznej, nuklearnej, lotniczej i zbrojeniowej. Większość komercyjnych satelitów jest wynoszona na orbitę ziemską przez zdominowaną przez Francuzów spółkę Arianespace, która starty przeprowadza przy pomocy francuskich rakiet Ariane 5 oraz rosyjskich Sojuz. Pochodzące z Heksagonu (przydomek kraju nadany mu z racji kształtu terytorium) Dessault Aviation konstruuje jedne z najnowocześniejszych samolotów bojowych (Mirage, Rafale, nEUROn). Z Brytyjczykami Francuzi współtworzyli sławnego Concorde’a, z Niemcami pracują w Eurocopter Group - potężnym konsorcjum na rynku śmigłowców. Nieprzypadkowo także międzynarodowy eksperymentalny reaktor termojądrowy (ITER) powstaje właśnie na terytorium Heksagonu.

 Skoro zatem Piąta Republika jest tak silna i samodzielna, to czemu nie jest to w Polsce dostrzegane? Liczne z przyczyn ku temu można prześledzić w historii tego kraju. Niegdyś potężne Królestwo Francji przetrąciło sobie samo kark podczas Wielkiej Rewolucji, by następnie dodatkowo się wycieńczyć wysiłkiem Wojen Napoleońskich, niczym ostatnim tchnieniem konającego. Od tego czasu Francja nie odniosła żadnego spektakularnego zwycięstwa militarnego, za to poniosła aż dwie sromotne porażki - w 1870 oraz 1940. Jednak pośród cienia hańby tych dwóch wydarzeń nie należy zapominać o francuskim wysiłku zbrojnym podczas Pierwszej Wojny Światowej. Naród tego kraju przyjął na siebie ogromny ciężar powstrzymania cesarskiej machiny wojennej, płacąc za to krwią milionów swoich mężczyzn. To w czasie morderczej niemiecko-francuskiej Bitwy pod Verdun zostało ukute hasło Ils ne passeront pas! / On ne passe pas! (Nie przejdą!) później zaadoptowane w czasie Wojny Domowej w Hiszpanii jako No passaran i używane w tej ostatniej formie aż do dziś, m.in. podczas blokad Marszu Niepodległości.

Francuzi jeszcze niejednokrotnie pokażą, że tchórzami nie są, lecz pewnie nieprędko zatrze to w Polakach pamięć o ich postawie roku 1939.