Propaganda lat minionych

Wpadła mi ostatnio w ręce pewna ciekawa książka. Nie jest ciekawa dlatego, że jej treść jest na tyle porywająca, że nie można się od niej oderwać, ale dlatego, że jej treść w bardzo interesujący sposób obrazuje ostatnie kilkadziesiąt lat naszej historii. Mam tu na myśli wydane w roku 1979 kalendarium Tysiąc lat dziejów Polski. Pytanie, które się być może w tej chwili nasuwa, brzmi – co wspólnego ma obraz PRL-u z historią państwa lechickiego w ciągu tysiąca lat? Otóż wczytując się w przedstawiane fakty, odnotowujemy, co było przedstawiane wówczas jako informacje istotne, a są to zdarzenia, których niejeden kronikarz nie umieściłby w swoim dziele, no bo po co?

Zacznijmy od najstarszych dziejów naszego kraju, czyli od średniowiecza. Jakkolwiek nie dziwią nieustanne informacje o wojnach z Rzeszą, bo i nie ma nic w tym dziwnego, skoro walki toczono nieustannie, tak częste wciskane do tekstu wzmianki (często wytłuszczonym drukiem) o jednoczeniu etnicznych ziem polskich, granicy na Odrze i granicach etnicznych w świetle powojennego przyłączenia do Polski ziem zachodnich brzmi dość ciekawie. Choć możliwe jest, że doszukuję się tego nieco na siłę. To nie ten okres przykuł moją największą uwagę, jednak przedstawianie naszej historii na podstawie opisywanej książki chciałbym przedstawić chronologicznie, uwzględniając to, co na uwagę w mojej opinii zasługuje.

 

Dalsza część również bez większych udziwnień opisuje obiektywnie polską historię, czasem zamieszczając fragmenty takie jak ten o zaciętym wrogu Polski, Zygmuncie Luksemburskim i antypolskim sojuszu z Krzyżakami, co przy fakcie obecnego usuwania z przestrzeni publicznej słowa „antypolski” (używanego już chyba tylko przez prawicę) faktycznie może brzmieć nieco osobliwie. Przynajmniej ja nigdy nie miałem okazji spotkać się w książkach traktujących o historii określeń tak jednoznacznych. Spodziewałbym się raczej informacji o „sojuszu przeciw Polsce”.

 

Przechodząc powoli do okresu renesansu, napotykam już nieco ciekawsze informacje z „własnego podwórka”. Dowiadujemy się o ucisku chłopów, zbrojnych wystąpieniach i bezwzględności szlachty. Pierwszym faktycznie interesującym jest następujący cytat:

 

1492-1497

Powstanie chłopskie na Podkarpaciu pod wodzą Muchy; jedna z pierwszych walk klasowych chłopów na Podhalu. Ruch ten, stłumiony w r. 1492, ponowiony po kilku latach ostatecznie złamany w r. 1497.

 

Z „jedną z pierwszych walk klasowych” kojarzy mi się cytat z dziennikarza komentującego wojskową paradę roku 1966, używającego określenia „pierwszego prawdziwie ludowego wojska” w stosunku do kościuszkowskich kosynierów. Gdyby zagłębić się w kominternowską propagandę, zapewne okazałoby się, że sojusz robotniczo-chłopski budował ruch komunistyczny już od czasów Kaina i Abla. No, ale nie zatrzymujmy się, bo ciekawsze fragmenty czekają.

 

Dowiadujemy się, że w 1543 roku chłopi powstają przeciw klasztorowi, któremu podlegają. O ile ograniczanie praw stanu trzeciego nie dziwi, to same informacje o powstaniach chłopskich nie tylko można traktować jako zabieg propagandowy, ale też jako niezwykle ciekawą informację. Jeśli nie szuka się takich wiadomości celowo, to opis minionych wieków przedstawia raczej wieś jako spokojny krajobraz, gdzie największa warstwa społeczna potulnie wykonuje swoje przymusowe obowiązki, nie mówiąc ani słowa sprzeciwu.

 

Następną „perełką” jest informacjo o roku 1578 i utworzeniu piechoty łanowej:

 

1578

Utworzenie chłopskiej piechoty, tzw. łanowej albo wybranieckiej (z 20 łanów jeden wybraniec), która później wielokrotnie odznaczyła się na polach walki, dając świadectwo o patriotyzmie chłopów.

 

Cóż, w odniesieniu do czasów, kiedy chłop pańszczyźniany na pytanie, skąd jest, odpowiedziałby, że „tutejszy”, trudno szukać przyczyn takiej informacji innych niż ideologiczne.

 

Wiele stron później, kilku informacjach o ucisku chłopów, powstaniach chłopskich i kozackich, docieramy do informacji o wygnaniu arian. Jak się okazuje, dokonano tego przy współudziale sfanatyzowanej szlachty i był to przejaw skrajnej nietolerancji. Biorąc pod uwagę ogólnoeuropejskie warunki owych czasów, to dość poważny zarzut wobec kraju, gdzie wielu innowierców znajdowało schronienie. W konfederacji barskiej bierze udział ciemna, nietolerancyjna i, ponownie, sfanatyzowana szlachta, jak podaje kalendarium. W okresie powstania kościuszkowskiego książka dostarcza ciekawych wzmianek o działających skrajnych radykałach o poglądach rewolucyjnych i jakobińskich. Kilka informacji o chłopach dalej i długo po rozbiorach, w okolicach lat 1820-30 napotykamy pierwsze wzmianki o strajkach robotniczych, czyli o tym, co komuniści lubią najbardziej. Protesty robotnicze mają miejsce w Warszawie, Łodzi i Zgierzu.


Już w czasie powstania i fragmentach odnośnie do rozmów z wlk. ks. Konstantym w celu zapobiegnięcia eskalacji powstania dowiadujemy się, że z „Rady Administracyjnej zostają usunięte elementy najbardziej reakcyjne”, co odbywa się na skutek żądań ludu Warszawy i powstańców. Było to spowodowane „kontrrewolucyjną działalnością” osób pragnących zapobiec listopadowej rewolucji. Dalej często pojawiają się wzmianki o różnego rodzaju ruchach chłopskich oraz rewolucyjnych i demokratycznych organizacjach. O rabacji galicyjskiej dowiadujemy się tyle, że było to powstanie antyfeudalne chłopów, a także że doszło do pogromu 470 dworów. Na tym informacja się kończy. Wiosna ludów zawiera w sobie chłopskie rewolty, zniesienie pańszczyzny i co nieco o rewolucyjnych ruchach emigracyjnych i krajowych.

 

Kolejny rozdział nosi ciekawy tytuł – „Od zwycięstwa reakcji w Europie do upadku powstania styczniowego (1849-1864)”. Reakcją było oczywiście stłumienie Wiosny Ludów. Ciekawe informacje pojawiają się przed powstaniem styczniowym. Informacje o spiskowych organizacjach przeplatają się z informacjami o poszerzaniu autonomii Królestwa Polskiego w niektórych dziedzinach. Ukazuje to, w mojej opinii, głupotę romantyczno-rewolucyjnej ideologii spiskowców, którzy po raz kolejny niszczą wszystko, co inni z trudem dla Polski wywalczyli i zbudowali.

 

Druga połowa XIX w. upływa w dużej mierze na strajkach i powstawaniu ruchu socjalistycznego. Z ciekawszych informacji warto zwrócić uwagę na liczne demonstracje robotnicze na początku XX w., które wielokrotnie przeradzały się w zbrojne starcia i, jak książka to określa, powstania.

 

Jako akcent humorystyczny pozwolę sobie zacytować fragment z roku 1918:

 

Rząd centrowo-lewicowy z premierem Jędrzejem Moraczewskim, prawicowym socjalistą, bezwzględnie oddanym Piłsudskiemu.

 

Przyznam szczerze, że wcześniej do głowy by mi nie przyszło, że możliwe jest wymyślenie większego absurdu niż utożsamianie nazizmu ze skrajną prawicą. Jak widać – socjalizm przezwycięży wszelkie trudności. Zresztą dalej dowiadujemy się też o prawicowych działaczach PPS...

 Wojna polsko-bolszewicka ukazuje agresję polskiego państwa i wielokrotnie wzywające do zawieszenia broni państwo bolszewickie. Wojna jest określana mianem burżuazyjnej, a polskich chłopów władze radzieckie wzywają do zbrojnego powstania. Dalsze lata przebiegają ponownie na kolejnych strajkach, różnych potknięciach polskiego rządu (w tym podawaniu liczby obywateli, którzy każdego roku uciekli z kraju za granicę) oraz, co jest nowością, prześladowaniu przez władze II RP działaczy komunistycznych. O dziwo, przewrót majowy nie został określony jako faszystowski, natomiast wspomniano, że za taki uznany został przez polskojęzycznych komunistów. Ponownie wracamy do strajków, ale słowa „wyzysk”, „kapitalizm” i „faszyzm” pojawiają się tyle razy, że bez wątpienia Michnik byłby dumny.

 

Dalszą część komunistycznej propagandy znamy, natomiast chciałbym jeszcze zwrócić uwagę na fakt, że po wojnie nie wspomina się o AK, NSZ, czy nawet o „reakcji”. Odnotowano za to amnestię zastosowaną wobec działaczy podziemia oraz walki z UPA, gdzie zginął „bohater” (jak podejrzewam) naszych wspaniałych „antyfaszystów” z Porozumienia 11 listopada i ugrupowań podobnych, którym był gen. Karol Świerczewski, zapewne jeszcze 10 lat wcześniej krzyczący: „No pasaran!” w Hiszpanii.

 

Bez wątpienia nie da się nie zauważyć sposobu przedstawiania faktów historycznych przez propagandę PRL-u. Miejscami nawet nasuwały mi się skojarzenia z Orwellem i jego Rokiem 1984, gdzie historię zmieniano na masową skalę. Z drugiej strony książka zwraca uwagę na zdarzenia, o których nigdzie raczej się nie wspomina, bo ich znaczenie było raczej niewielkie. Daje to jednak szansę na ich dostrzeżenie i umożliwienie zainteresowanym poszukiwania nowych informacji na ich temat.