20 lat minęło… i nic!

Całkiem niedawno Węgry wysłały raport o stanie swojego państwa do Komisji Europejskiej. Jest to nowość – kraj opisuje, jak demokratyczne władze w nim rządzą. Dlaczego na Węgrzech musiało do tego dojść?

Węgrzy obalili komunizm w tym samym czasie co Polska. U nich także odbyły się rozmowy z funkcjonariuszami upadającego systemu, lecz miały miejsce przy tzw. trójkątnym stole. Kolejne podobieństwo do sytuacji w naszym państwie to podział sceny politycznej na dwa zaciekle walczące ze sobą obozy – konserwatywny (Fidesz) i socjalliberalny (MSZP). Warto sobie zdać sprawę, że kraj Madziarów jest bardziej doświadczony dziejowo od naszego. Dłużej nie było w nim niepodległości i właściwie po każdej z wojen światowych był przegrany i doznał strat, choćby terytorialnych. Wszystko to powodowało ostrą polaryzację wśród węgierskich ugrupowań. Po odzyskaniu niepodległości zadłużenie skarbu państwa cały czas wzrastało. Dlatego, tak jak u nas SLD, socjaliści zdobyli władzę i w 1995 r. próbowali rękami ministra finansów Lajosa Bokrosa wprowadzić pewne reformy gospodarcze, które jednak były źle przygotowane i nie doszły do skutku. Przede wszystkim protestowali przeciwko nim konserwatyści, namawiali oni do tego także nieinteresujących się polityką obywateli. W wyborach ’98 zwyciężył Fidesz, a premierem został po raz pierwszy Viktor Orban. Próbował on wprowadzić pewne usprawnienia w funkcjonowaniu państwa, lecz historia zatoczyła koło i stało się to niemożliwe przez niezadowolenie społeczeństwa węgierskiego. Największą zmianą w prowadzeniu polityki kraju było to, że zaczęto odwoływać się do dziedzictwa Korony Św. Stefana oraz rozbudzać patriotyzm. Kiedy po kolejnej elekcji rządy ponownie przejęła MSZP, Węgrom wydawało się, że wkroczyli w świetlaną erę rozwoju. Tak się jednak nie stało. W wyborach 2006 znowu zwyciężyli lewicowcy, jednakże po ich przeprowadzeniu do mediów wyciekło nagranie z partyjnego zebrania, podczas którego socjalistyczny szef rządu Ferenc Gyurcsany przyznał swoim towarzyszom, iż oszukał obywateli Węgier co do sytuacji gospodarczej państwa. Przez taką sytuację ponownie odbyły się masowe demonstracje, a nawet zamieszki i walki uliczne. Bojówkarze nacjonalistyczno-faszystowskiego Jobbiku dopuścili się szturmu na budynek telewizji państwowej. Później nastąpiło stopniowe przejmowanie poparcia społecznego przez Orbanowski Fidesz. W tym samym czasie także Węgry dotknął ogólnoświatowy kryzys, który objawił niedostatki tamtejszej gospodarki. W 2009 r. Gyurcsanyego zastąpił kolega z jego ugrupowania – Gordon Bajnai. Nowo powołany premier wprowadził drakońskie oszczędności. Spowodowały one wielkie niepokoje wśród obywateli. W wyborach parlamentarnych zwyciężył oczywiście prawicowy Fidesz, stery rządu ponownie objął Orban. Koalicja wygranych z Jobbikiem zdołała wprowadzić całkowicie nową konstytucję. Nazwa państwa została zmieniona z Republiki Węgierskiej na (po prostu) Węgry. W nowej ustawie zasadniczej pojawiło się także wiele konserwatywnych rozwiązań, które nie bardzo spodobały się „postępowcom”. Trzeba jednak pamiętać, że Węgry były ostatnim krajem postkomunistycznym, w którym obowiązywała jeszcze stalinowska konstytucja (oczywiście z poprawkami)!

W takim razie dlaczego braterski dla Polski kraj doszedł do takiego miejsca? Przede wszystkim nieumiejące przeprowadzić koniecznych reform elity polityczne są tego najważniejszym powodem. Nie było nigdy zdecydowanej woli politycznej do jakichkolwiek strukturalnych, całościowych zmian. Nie było żadnego planu działania państwa. Pozostaje mieć nadzieję, że innowacje Viktora Orbana przyniosą Węgrom zmiany, które są kluczowe, aby ten kraj zapewniał swoim mieszkańcom życie na odpowiednim poziomie. Jak pokazuje historia – kiedy Madziarzy są silni, to także silni są Polacy. W końcu nie bez kozery mówi się „Polak, Węgier, dwa bratanki, i do szabli, i do szklanki”…