Wciąż Żołnierze to Wyklęci!

Po zakończeniu II wojny światowej w walce z reżimem komunistycznym zginęło w Polsce ponad 20 tys. powstańców. Stalinowskie sądy orzekły w tym czasie 8 tys. kar śmierci. Ponad 200 tys. przeciwników władzy trafiło do więzień i obozów pracy. Kara za sprzeciw wobec bolszewickiego totalitaryzmu i polityce kolonialnej ZSRR wobec Polski nie zakończyła się jednak w momencie egzekucji czy umieszczenia w więzieniu. To stalinistom nie wystarczyło. Zastosowali więc karę o wiele większą – w swej propagandzie postanowili tak spotwarzyć swoich przeciwników, żeby społeczeństwo uznało ich za bandytów, którzy zagrażają jego bezpieczeństwu! Niestety wielu uwierzyło i wierzy do dziś!

Stworzona przez komunistów propaganda głosiła, że w 1945 roku „Armia Czerwona wyzwoliła Polską od faszyzmu”. Nie chodziło jednak tylko o okupanta niemieckiego, ale również o wszystkich przeciwników ideologii bolszewickiej. „Faszyzmem” zaczęto nazywać przejawy realnej opozycji. Pod pretekstem „walki z faszyzmem” mordowano polskich patriotów z organizacji takich jak: Narodowe Siły Zbrojne, Narodowe Zjednoczenie Wojskowe czy Wolność i Niezawisłość. Zaczęto więc obsesyjnie szukać związków żołnierzy podziemia niepodległościowego ze zbrodniami niemieckimi. Wysuwano oskarżenia tyle samo poważne w swej wymowie, co absurdalne. Artykuły szkalujące „Żołnierzy Wyklętych” pisało wielu początkujących i chcących się przebić w środowisku pisarzy i dziennikarzy, którzy później nagradzani przez partyjne komitety i reżimowe gazety stali się czołowymi „autorytetami” PRL i III RP.

Polityka oskarżeń wobec „Żołnierzy Wyklętych”, rozpoczęta w okresie stalinowskim, była kontynuowana w kolejnych dekadach PRL przez wszystkich kolejnych przywódców komunistycznych. A po rozłamie w ruchu komunistycznym i odejściu grupy tzw. komandosów „Żołnierze Wyklęci” byli oczerniani także przez część tzw. opozycji.

Gdy w 1989 roku „konstruktywna” część władzy komunistycznej podzieliła się apanażami z „konstruktywną” częścią opozycji, nie dość, że nie było możliwości, by przywrócić dobre imię antykomunistycznym powstańcom, to stworzone w stalinizmie kłamstwa na ich temat były jeszcze poszerzane. Powstawały książki udowadniające, że „Żołnierze Wyklęci” mieli mordować Żydów. Pseudohistorycy związani z Unią Demokratyczną odmawiali partyzantom uprawnień kombatanckich, podnosząc dokładnie te same „argumenty”, jakie podnosiła stalinowska propaganda, by bezkarnie zabijać wrogów systemu. Kłamstwa te były tym bardziej bezczelne, że często dopuszczali się ich ludzie, którzy w okresie walki „Wyklętych” o wolną Polskę robili karierę w aparacie ówczesnej władzy. Tak jak pewna pani profesor historii, która w latach 40. uczestniczyła w fałszowaniu referendum ludowego, a po 1989 pisała szkalujące podziemie niepodległościowe artykuły. Gdy zmarła, w „Gazecie Wyborczej” ukazał się wielki artykuł chwalący jej „dorobek naukowy”.

Jedynie publikujący poza głównym nurtem nieliczni historycy i publicyści, określani w „Gazecie Wyborczej” jako „skrajnie prawicowi”, jak prof. Marek Jan Chodakiewicz, Leszek Żebrowski czy bard Leszek Czajkowski, mieli odwagę głosić prawdę o „Żołnierzach Wyklętych”. W połowie lat 90., dzięki m.in. Lidze Republikańskiej i Fundacji „Pamiętamy” Mariusza Kamińskiego, zaczęły ukazywać się publikacje poświęcone „Żołnierzom Wyklętym”. Jednak długo trzeba było czekać, zanim oficjalne organa władzy dostrzegą bohaterów podziemia niepodległościowego.

Dopiero gdy w 2005 roku władzę w Polsce przejęła „moherowa” koalicja, która po raz pierwszy od 1989 roku na dłuższy czas stworzyła rząd bez udziału środowiska komunistycznego i popleczników „Gazety Wyborczej”, udało się rozpocząć przywracanie pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Wielu z nich zostało odznaczonych orderami państwowymi przez Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Ogromną pracę w kształtowaniu świadomości Polaków na temat „Żołnierzy Wyklętych” odegrał Instytut Pamięci Narodowej kierowany przez Janusza Kurtykę. Dzięki inicjatywie prezydenta Kaczyńskiego 1 marca, kiedy przypada rocznica zamordowania kierownictwa IV Komendy Zrzeszania WiN, ustanowiony został Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. Choć i samo ustanowienie tego święta nie obyło się bez neostalinowskich głosów w dyskusji. I mieliśmy niestety okazję, aby w „wolnej Polsce” słuchać o tym, że „nie należy walczyć z państwem, w okresie, gdy się je odbudowuje” itp.

Ekipa, która obecnie jest u władzy, a która ma mocne zakorzenienie w dawnej Unii Wolności, niestety zdaje się kontynuować haniebne tradycje sprzed lat. I tak mamy np. nagły brak środków na dokończenie filmu o „Roju”, który, jak mówi reżyser Jerzy Zalewski, mógł powstać dzięki dwóm osobom: Jarosławowi Kaczyńskiemu i Piotrowi Farfałowi. I mógł powstać dlatego, że była przez pewien czas IV Rzeczypospolita. Gdy się jednak skończyła, władza przestała we właściwy sposób zwracać uwagę na bohaterów antykomunistycznego podziemia.

Dlatego też bardzo potrzebne są oddolne działania w sprawie upamiętnienia „Żołnierzy Wyklętych”. Świetnym przykładem jest Społeczny Komitet Obchodów Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”, w którego działania włączyło się także Stowarzyszenie KoLiber. Nie ma sensu oglądać się na władzę. Nikt nie zrobi tego za nas. Każdy, komu bliskie są wartości takie jak jest prawda i przyzwoitość, powinien we własnym zakresie, w miarę dostępnych środków czcić pamięć tych, którzy zginęli w walce o wolną Polskę. Jesteśmy po prostu im to winni!