Ekologia polityczna – naturalne kontra sztuczne, czyli parę słów o sozologii politycznej

(Sozologia – nauka o ochronie środowiska, nauka zajmująca się problemami ochrony środowiska, przyczynami i następstwami niekorzystnych zmian w strukturze i funkcjonowaniu układów przyrodniczych (ekologicznych), zmian wynikających z rozwoju cywilizacji oraz sposobami zapobiegania im i łagodzenia ich skutków).

Człowiek żyje w środowisku ukształtowanym głównie przez oddziaływania z innymi ludźmi. Jakość tego środowiska ludzkiego bezpośrednio wpływa na warunki życiowe człowieka. Wydaje się więc, że ochrona naturalnego środowiska społecznego człowieka jest zadaniem o wiele ważniejszym niż ochrona przyrody naturalnej, z której człowiek jest częściowo wyemancypowany właśnie dzięki środowisku ludzkiemu.

W rozważaniach nad ekosystemem naturalnym (tj. biologicznym) dosyć łatwo oddzielić sztuczne ingerencje od naturalnych procesów ekosystemu. Człowiek jest najczęściej czynnikiem na tyle wybitym z ekosystemu, że nie podlega bezpośrednio jego zależnościom, nie uczestniczy w naturalnej sieci pokarmowej, stąd jego ingerencja ma charakter zewnętrzny.

Co innego w ekologii politycznej – tutaj wszyscy ludzie chcąc nie chcąc są uzależnieni od innych ludzi, połączeni z nimi niewidocznymi, ale przecież realnymi więzami sieci troficznej. Jak więc oddzielić to, co naturalne, od tego, co sztuczne? Czy w ogóle takie pojęcia mają rację bytu? Podstawowe pytanie brzmi – czy władza, czy jej instytucje są czymś naturalnym w ludzkim ekosystemie, czy są już nienaturalną ingerencją? Czy można zarządzać ludzkimi zbiorowościami „ekologicznie”?

Wypada zauważyć, że wszystko, co robią ludzie, należy do ludzkiego ekosystemu. Każda ingerencja, każdy czyn jest z punktu widzenia „naturalności” jednakowo naturalny, bo zrodził się u uczestników systemu. Władza i jej instytucje także przynależą do natury, podobnie jak ideologie, którymi władza legitymizuje swoje istnienie. „Naturalność” nie jest więc kategorią, którą można się bezpiecznie posługiwać. Podobnie niemożliwe jest kategoryzowanie działań ludzkich ze względu na to, czy są one działaniami „tradycyjnymi” czy też „nowoczesnymi”. Działania potwierdzone przez wiele stuleci istnienia ekosystemu w pewnych warunkach mogą wieść do jego upadku lub przełomu rewolucyjnego. Potrzebne jest zupełnie inne kryterium, które pomoże w wyznaczeniu granicy między zmianami korzystnymi i niekorzystnymi.

Uniwersalną kategorią, która pozwala na klasyfikowanie danych regulacji czy instytucji jako korzystne lub niekorzystne, „ekologiczne” bądź „nieekologiczne”, jest ich wpływ na bilans energetyczny systemu. Właściwie każde działanie ludzkie, czy to powstawanie i trwanie instytucji, czy jakaś zasada postępowania, wiąże się z wydawaniem i pozyskiwaniem energii. Część tych instytucji i zasad z punktu widzenia jednostki nie ma sensu albo uzasadnienie ich wychodzi poza prosty bilans rachunków i strat jednostki, miewa za to uzasadnienie religijne, obyczajowe bądź ideowe. Jednak z punktu widzenia całego systemu wynik tych zachowań może powodować znaczące zmiany w bilansie energetycznym systemu. Niektóre zachowania, z punktu widzenia jednostki korzystne, w bilansie energetycznym systemu mogą dać wynik ujemny (tyczy się to np. wszelkich relacji pasożytniczych pomiędzy uczestnikami sieci i opartych na rozpowszechnianiu w sieci fałszywych informacji). Społeczności, które pozwalają na tego rodzaju „dziury”, przez które ucieka energia z systemu, nie mogą w dłuższym okresie przetrwać. Albo giną, albo się przekształcają.

Na całym świecie obowiązują mniej więcej takie same reguły życia społecznego. Niezależnie od siebie wykształcają się instytucje małżeństwa, własności, winy, kary, władzy i tak dalej, choć w rozmaitych formach. Te podstawowe pojęcia pojawiające się nie na podstawie odgórnie narzuconych reguł, ale w drodze międzyludzkich oddziaływań i wpływu środowiska z zawsze obowiązującą zasadą zachowania energii, nazywam prawem naturalnym. Działanie wbrew zasadom (choć niekoniecznie wbrew konkretnym realizacjom tych zasad w danym miejscu i czasie) jest bez wątpienia „nieekologiczne”. Jeśli jakiś zbiór zasad wynika z praktyki i zasady zachowania energii i został przetestowany przez setki pokoleń, to zmiana tych zasad musi prowadzić do większego wydatku energetycznego. Zmiana taka nie służy polepszeniu bilansu energetycznemu ekosystemu, a więc jest „nieekologiczna”. Innymi słowy, to, co tradycyjne i wypróbowane, nie jest dobre z powodu swojej dawności czy zakorzenienia (choć i to ma znaczenie – łatwiej odwoływać się do obyczajów zakorzenionych niż do nowych), ale z powodu dodatniego wpływu na bilans energetyczny ludzkiego ekosystemu.

Podstawą dalszych rozważań musi być wymienienie cech dobrego ekosystemu, takiego, który jest stanem pożądanym. Powinien być to ekosystem wydajny, czyli taki, w którym materia i energia pozyskiwane ze środowiska są wykorzystywane oszczędnie. Po drugie, jest to taki ekosystem, który jest w stanie gromadzić energię na wypadek sytuacji kryzysowej. Po trzecie, jest to ekosystem odporny na zmiany środowiska, posiadający zdolności przystosowywania się do zmiany. Po czwarte, jest to ekosystem, który rośnie, tj. ma coraz więcej uczestników i energii, i to nie dzięki wysysaniu demograficznemu czy gospodarczemu sąsiednich ekosystemów, ale dzięki coraz wydajniejszemu pozyskiwaniu zasobów środowiska i wykorzystywaniu ich na rozwój. Jest to ekosystem o dodatnim bilansie energetycznym.

Te kryteria pokazują nam stan docelowy i po części implikują odpowiedź, jak taki stan osiągnąć. Z pewnością nieekologiczne jest budowanie hierarchii władzy kontrolującej zbyt ściśle ludzką działalność. W takich systemach, w których nawiązywanie relacji w sieci jest kosztowne i trudne do utrzymania z powodu nadmiernej kontroli, zatracana jest zdolność adaptacyjna systemu. Brak zdolności adaptacyjnej powoduje, że system nie może być oszczędny, bo środowisko nieustannie się zmienia i wymaga udoskonalania sposobów jego eksploatacji. Co więcej, sama działalność kontrolna pochlania energię systemu. Zbyt rozbudowana biurokracja stanowi obciążenie dla ekosystemu, działalność służb specjalnych zaś podważa zaufanie uczestników do reguł ekosystemu i do siebie nawzajem.

Z pewnością nieekologiczne jest poświęcanie energii ludzkiej na pozyskiwanie zasobów systemu kosztem przyszłości ekosystemu, przede wszystkim kosztem liczby dzieci. Wysokie opodatkowanie włącznie z obietnicą opieki na starość zrywa niepisaną umowę międzypokoleniową – wynikającą wprost z biologii człowieka – wg której rodzice opiekują się dziećmi, a dorosłe dzieci starymi rodzicami. Skutki społeczne tej zmiany są gigantyczne, przede wszystkim skutkują demograficznym zastojem, a wręcz wymieraniem populacji. Taki system nie jest stabilny (czyli nie odnawia się) i nie może istnieć bez ciągłego dopływu energii z zewnątrz pod postacią nowych uczestników sieci. A ponieważ ci uczestnicy zostali ukształtowani w systemach o innym zestawie reguł, ekosystem traci swoją właściwość, na którą przecież składają się właśnie te codzienne reguły postępowania. Widać to wyraźnie na przykładzie Europy Zachodniej, której populacje bez zasilania zewnętrznego dawno zmniejszyłyby się katastrofalnie, co przełożyłoby się choćby na obniżenie poziomu życia. Jednocześnie z niwelującym demograficznie straty napływem ludności pojawiły się obyczaje przyniesione przez tę ludność z ojczystych krajów, w tym także obyczaje drastycznie odstające od tego, co przywykliśmy nazywać kulturą europejską. Proces ten można porównać do znanego z ekologii naturalnej zjawiska sukcesji biocenoz. Ponieważ „staroeuropejski” ekosystem ludzki został zaburzony i składa się, zostaje zastąpiony przez gatunki z innego ekosystemu, bardziej prymitywnego, ale też bardziej odpornego na trudne warunki. Proces ten będzie następował aż do osiągnięcia „klimaksu” – jak biolodzy nazywają stan stabilnego ekosystemu.

Niczym innym niż utrzymywaniem wysokiego poziomu życia kosztem przyszłości ekosystemu ludzkiego jest propagowanie niskiej dzietności i regulacji narodzin. Zabijanie płodów ludzkich jest dodatkowo szkodliwe, bo prócz strat energetycznych w postaci usunięcia przyszłego uczestnika ekosystemu powoduje też zaburzenie reguł postępowania, tj. sprzyja przedmiotowemu traktowaniu człowieka, które było charakterystyczne dla mało wydajnych systemów niewolniczych (cywilizacja prawa i pięści). Zależność między europejską cywilizacją socjalizmu a krajami „trzeciego świata” dostarczającymi niezbędnych zasobów demograficznych przypomina nieco zależność między obszarami zindustrializowanymi a ocalałymi ekosystemami naturalnymi. W aglomeracjach przemysłowych, w których ekosystem został zniszczony i zalany betonem, zużywany jest tlen produkowany w obszarach systemów naturalnych, np. w lasach równikowych czy na obszarach tajgi. Podobnie ludzki europejski ekosystem został tak wyjałowiony i „zabetonowany”, że nie może istnieć bez zasilania z „lasów równikowych ludzkości”, czyli z naturalnych ekosystemów ludzkich Azji i Afryki.

Pożądane cechy ekosystemu, jakie tu wymieniłem (dodatni bilans, wydajność, adaptacyjność, wzrost), w największym zakresie posiadał ekosystem chrześcijański. Ktoś mógłby w tym momencie powiedzieć, że nie jest to przecież ekosystem naturalny, bo istnieje nie dzięki spontanicznym interakcjom między ludźmi, ale dzięki tekstowi Biblii i instytucjom (Kościół katolicki i inne instytucje wyznaniowe), które jej przesłanie upowszechniają i interpretują.

Czasem ochronie podlegają ekosystemy biologiczne cenne z jakiegoś powodu (występowania rzadkich gatunków roślin, albo będące żerowiskiem dla zwierząt), ale istniejące właśnie dzięki nieustannej ingerencji człowieka, np. dzięki wypasowi albo koszeniu. Myślę, że podobnie jest z ekosystemami ludzkimi: ekosystem naturalny bynajmniej nie jest naszym stanem docelowym. W naturalny sposób rodzi się cywilizacja prawa i pięści, a więc wcale nie taka, która gwarantuje dobrobyt i rozwój ekosystemu, ale która po etapie rozwoju wpada w naturalną stagnację. Nie oznacza to, że instytucje powstałe w obrębie cywilizacji prawa i pięści należy zwalczać. Cywilizacja chrześcijańska jest jakby nadbudową nad tą pierwotną cywilizacją. Nie zwalcza prawa naturalnego, lecz znajduje dla niego najlepsze ramy realizacji.

Czy zatem budowa najbardziej wydajnego ekosystem powinna opierać się bezwzględnie na zasadzie zachowania energii i na minimalizacji energetycznego wydatku? Nie, oczywiście! Sęk w tym, że należy unikać niepotrzebnego wydatku energii, natomiast energię inwestować w takie przedsięwzięcia, które przynoszą zysk. Cywilizacja socjalizmu nie dlatego bankrutuje, że wydaje energię, ale dlatego, że wydaje ją na podstawie błędnych kryteriów i przez to nie przekłada się na poprawienie bilansu energetycznego ekosystemu.

Jak widać, ochronie powinny podlegać instytucje i zasady prawa naturalnego. Drogi postępowania wypraktykowane przez tysiąclecia bynajmniej w naszych czasach nie straciły na skuteczności. Złudzenie, jakiemu hołduje się w Europie w tym zakresie, wynika wyłącznie z przeniesienia odpowiedzialności za nieudane postępowanie z jednostki na zbiorowości. Z tego powodu zbiorowości (państwa europejskie, samorządy, banki…) zostały zadłużone w sposób katastrofalny i prawdopodobnie niespłacalny. Ochrona naturalnego środowiska Europejczyków musiałaby polegać na powrocie do zasad cywilizacji chrześcijańskiej (do osobistej odpowiedzialności np. za życie rodzinne). Bez tego obszar Europy powróci do zasad cywilizacji pierwotnej, instytucje kiedyś niezależne zostaną zredukowane do organów głównej hierarchii władzy, a innowacyjność pozostanie niespełnialnym postulatem mimo wyrzucania na nią całych worków euro.