Kronenberg – bohater nieromantyczny

Przypadająca na 24 marca 2012 r. dwusetna rocznica urodzin to idealna okazja, aby przypomnieć postać niedocenianą w polskiej historii i zarazem bardzo znaczącą z uwagi na swoje dokonania i zasługi dla postępu cywilizacyjnego Polski pod zaborami, ojca polskiego kapitalizmu – Leopolda Kronenberga.

Jak słusznie zauważył w jednym z wywiadów Jacek Kaczmarski, polskiego pozytywizmu [w literaturze] w zasadzie nie było, nawet Lalka Bolesława Prusa to powieść o pozytywizmie, w której bohaterami są sami romantycy. Istotnie, w polskiej historiografii, literaturze i sztuce, XIX w. to przede wszystkim wywoływane przez młodzież romantyczne zrywy powstańcze pozbawione szans na jakikolwiek sukces, których najdonioślejszym skutkiem było zastąpienie polskiej samorządności rosyjskim biurokratyzmem i centralizmem. Feliks Koneczny zmiany w administracji w zaborze rosyjskim po powstaniu styczniowym porównał do nowego najazdu Mongołów. Skutki tych zmian miały trwałe znaczenie cywilizacyjne i są odczuwane do dziś w stosunku państwa do obywatela.

 Dokonania Leopolda Kronenberga dowodzą, że istniał polski pozytywizm i miał swoich wybitnych przedstawicieli. Ludzi, którzy mogliby także dziś uchodzić za wzór do naśladowania w procesie budowy polskiego kapitalizmu i etosu przedsiębiorcy-filantropa. Z jakichś jednak względów tacy ludzie nie przebijają się do świadomości zbiorowej, nie stawia im się pomników, a upamiętniane (nawet muzeami!) są katastrofy wynikające z nieodpowiedzialności elit lub nieopanowanych młodzieńczych emocji ulicy. Pomniki mają konsekwencje, więc możemy się spodziewać, że budowanie pomników warszawskich dzieci z karabinem zamiast doceniania patriotyzmu wybitnych przemysłowców to wskazanie społeczeństwu promowanego przez państwo systemu wartości, który będzie zatruwał kolejne pokolenia i sprowadzał na Polskę kolejne nieszczęścia.

 Tym bardziej cieszy fakt pojawienia się niedawno biografii Leopolda Kronenberga autorstwa Andrzeja Żora pt. Kronenberg. Dzieje fortuny. Książka Żora to fascynująca opowieść opisująca narodziny polskiego kapitalizmu i burżuazji na tle życia Kronenberga i jego rodziny. Autor stawia bardzo ciekawą tezę, że w XIX w. toczyła się na ziemiach polskich walka o pozycję w hierarchii społecznej pomiędzy szlachtą a rodzącą się burżuazją. Burżuazja mimo swojej rosnącej siły materialnej nie zdołała, jak to miało miejsce w innych krajach, wypracować swoich własnych ideałów, wartości i przekazać ich reszcie społeczeństwa. Przeciwnie, jej najwybitniejsi przedstawiciele, łącznie z Kronenbergiem, chętnie zasilali szeregi arystokracji. Jak pisał Tadeusz Łepkowski, „chociaż ziemianie zaczynają się wiązać coraz częściej z burżuazją, zarówno oni sami, jak ich ideolodzy potępiają obce Polsce rządy kapitału, lichwę i pieniądz (…), w myśl przekonania, że Polska stoi rolnictwem, rolnictwem zaś kierują ziemianie”. Wprawdzie żyjemy w XXI w., a jednak odnoszę wrażenie, że ta ziemiańska niechęć do bogacenia się nadal mocno ciąży nad polskim społeczeństwem. Jest nawet wskrzeszana przez środowiska neosarmackie, które przypominają ustrojowe tradycje republikańskie w pakiecie z tym, co hamowało rozwój cywilizacyjny i doprowadziło I Rzeczypospolitą do upadku.

 Jeśli chodzi o proces narodzin kapitalizmu, to zarówno w Polsce, jak i w innych krajach europejskich na wczesnym jego etapie szlachta zaczęła odczuwać nadchodzące zagrożenie dla swojej pozycji społecznej. Polska odrębność polegała na tym, że w odróżnieniu od Anglii, Francji czy Niderlandów, polska szlachta, szczególnie kresowa, zamiast przyłączenia się do procesu modernizacji i inicjowania zmian w sposobie gospodarowania, utrzymała swoje dotychczasowe przywileje stanowe kosztem przywiązania chłopów do ziemi. W takiej sytuacji jej pozycja materialna nie zależała od przedsiębiorczości, oszczędności, innowacyjności, ale od skali wyzysku. Jerzy Topolski w książce Narodziny kapitalizmu w Europie stawia śmiałą tezę, że państwo, którego zdolności produkcyjne w XVIII w. były niższe od posiadanych dwieście lat wcześniej, musiało utracić niepodległość. Ten cytat trafia w istotę i jest aktualny do dzisiaj. Dobrze rozumiał to Kronenberg, kompletnie nie rozumieli tego insurekcjoniści i nie rozumieją tego dzisiejsi tzw. Prawdziwi Polacy – najtrwalszą podstawą polskiej niepodległości i potęgi jest silna gospodarka oparta na prywatnej własności, swobodzie zawierania umówi i wolnym rynku.

 Najpiękniejsze tradycje ustrojowe, odwaga na polu bitwy, hasła i mity nie są w stanie zagwarantować Polsce niepodległości. Z tej przyczyny całkowicie niespójna jest postawa ideowa łącząca patriotyzm z socjalizmem. Patriotyzm to nie tylko powszechnie ceniony w Polsce żołnierski heroizm, ale także budowanie polskiej potęgi politycznej i gospodarczej. Takim patriotyzmem wykazał się Kronenberg, zakładając Bank Handlowy, Szkołę Handlową (prekursorkę dzisiejszej SGH), budując przemysł i linie kolejowe oraz snując plany ekspansji gospodarczej polskiego kapitału w Rosji (!), i takim patriotyzmem wykazali się Franciszek Ksawery Lubecki i Aleksander Wielopolski – politycy wspierający poszerzanie polskiej autonomii, samorządu i budowę silnych podstaw gospodarczych i cywilizacyjnych narodu. Ten ostatni w zamian za swoją konsekwentną politykę i próbę zapobiegnięcia katastrofie kolejnego powstania doczekał się kilku zamachów na swoje życie i piętna zdrajcy.

 Za życia Kronenberga w Rosji ścierały się dwie tendencje odnośnie do zachowania spokoju w podbitej Polsce. Jedna liberalna, pozwalająca na zachowanie polskiej administracji, szerokiej odrębności prawnej, kulturowej, cywilizacyjnej – dominowała po kongresie wiedeńskim i następnie tuż przed wybuchem powstania styczniowego (reformy Wielopolskiego). Druga stawiała sobie za cel całkowitą likwidację jakichkolwiek odrębności w sferze ustrojowej, gospodarczej, kulturowej, a o wszelkich istotnych sprawach Królestwa należało rozstrzygać w Petersburgu – ta tendencja ostatecznie zwyciężyła po powstaniu styczniowym.  

 Z istnienia obu opisanych wyżej tendencji zdawał sobie sprawę Franciszek Ksawery Lubecki, gdy obejmował w 1821 r. funkcję ministra skarbu Królestwa Polskiego, rosnący gwałtownie deficyt finansów publicznych Królestwa skłaniał cara Aleksandra I do uznania, że Polacy nie zasługują na niezależność. Dzięki realizacji polityki Lubeckiego udało się opanować deficyt i uzyskać nadwyżkę dochodów nad wydatkami, likwidując dług wobec Rosji i zagrożenie utraty odrębności ustrojowej. Program Lubeckiego oddają jego słowa: „Polsce trzech rzeczy trzeba: 1) szkół, tj. oświaty i rozumu, 2) przemysłu i handlu, tj. zamożności i bogactwa, 3) fabryk broni; to posiadając, nawet i w połączeniu z Rosją, potrafi całkowicie swą niepodległość utrzymać”. Realizację tego programu uniemożliwiło Lubeckiemu powstanie listopadowe. Punkty 1 i 2 z dużym powodzeniem realizował Kronenberg w drugiej połowie XIX w. Mimo wybuchu kolejnego powstania styczniowego i udziału Kronenberga we władzach powstańczych, ten nieszczęsny epizod w dziejach Polski nie przeszkodził planom gospodarczym Kronenberga. To właśnie na drugą połowę XIX w. przypada okres Jego największych inicjatyw, takich jak założenie Banku Handlowego, sfinansowanie budowy Kolei Nadwiślańskiej, a także rozwinięcie przemysłu tytoniowego, cukrowniczego i górniczo-hutniczego.

 Życiorys Kronenberga to gotowy materiał na film, który mógłby przynajmniej częściowo zrównoważyć spustoszenie, jakie w polskiej świadomości pojmowania patriotyzmu spowodowała epoka romantyzmu. Kult ciężkiej pracy, wykształcenia, przedsiębiorczości mógłby zrównoważyć kult waleczności, spokojnego życia i lekceważenia wartości materialnych. Polecam wszystkim lekturę biografii Leopolda Kronenberga autorstwa Andrzeja Żora, szczególnie polscy politycy mogliby z niej wyciągnąć stosowne wnioski odnośnie do konsekwencji błędnej polityki historycznej i zadłużania państwa.