Ekologia polityczna – podsumowanie

W poprzednich odcinkach cyklu przedstawiłem pewien model funkcjonowania społeczeństwa. Model ten opierał się na założeniu, że poszczególni ludzie pozyskują ze środowiska energię i materię w najróżniejszych postaciach i wchodzą z innymi ludźmi w relacje polegające na wymianie pozyskanych dóbr tworząc skomplikowany system, który nazywałem siecią troficzną (lub pokarmową) w analogii do ekosystemów przyrodniczych.

Różnicą w stosunku do ekosystemów przyrodniczych jest to, ze relacje te polegają na najróżniejszych formach współpracy i wymiany o różnym stopniu dobrowolności, a nie na pożeraniu się wzajemnym. Miarą oceny ekosystemu ludzkiego jest skuteczność pozyskiwania zasobów środowiska i wydajność ich przetwarzania przekładająca się na wzrost ekosystemu (czyli wzrost ilości uczestników ekosystemu, wzrost zmagazynowanej w systemie energii i materii). Wskazywałem, że podstawowym czynnikiem skuteczności systemu są relacje miedzy ludźmi i zasady na jakich się opierają. Zasady te bynajmniej nie są dowolne, nie powstają w wyniku konstruowania, ale są wynikiem długotrwałego procesu przystosowywania się całej zbiorowości do najskuteczniejszego radzenia sobie w nieprzyjaznym środowisku. 

Chciałbym na koniec podkreślić żywiołowy charakter ludzkiej zbiorowości, jej niesterowalność na dłuższą metę. Wszelkie narzucone zbiorowości reguły bywają kwestionowane i odrzucane, o ile tylko dla jednostek jest to korzystne i to nawet te, które warunkują trwanie całego ludzkiego ekosystemu w stanie energetycznego dodatniego bilansu. Człowiek nie jest w stanie wyrwać się ze swojego własnego bilansu korzyści i strat, o ile nie wspiera go cały system instytucji i ugruntowanych społecznie przekonań.  System ten w rezultacie swoich sukcesów kruszeje, bo ludzie w kolejnych pokoleniach coraz gorzej pamiętają co było źródłem jego sukcesu. Cóż więc dopiero powiedzieć o tych ekosystemach, które nie odniosły sukcesów, a ich legitymizacja opiera się tylko na strachu przez reszta świata?

Środowisko surowo karze te ekosystemy ludzkie, które nie biorą pod uwagę jego uwarunkowań. Zresztą ź się wyraziłem - środowisko nikogo nie „karze“, to bezsensowny antropomorfizm. Ludzie, którzy kierują ekosystemem, którzy z przyczyn swojego ograniczenia lub ideologii nie biorą uwarunkowań środowiska pod uwagę, skazują uczestników kontrolowanej przez siebie sieci na nędze i ubóstwo. Oczywiście „kontrolowani“ posługują się swoim własnym bilansem zysków i strat i bronią się przed bezsensownym wyzyskiem poprzez organizowanie alternatywnych systemów kontroli (nowe instytucje polityczne), albo przez zupełne wyjście z sieci, np. poprzez emigracje do lepszego ekosystemu. Kontrolerzy z kolei odcinają się od komunikatów z reszty systemu, dążą do najlepszego ulokowania się w strukturach hierarchii władzy coraz mniej biorąc pod uwagę zobowiązania wobec innych uczestników sieci wynikające z ich pozycji.  Dotyczy to także takich systemów, które starają się odbudować system cywilizacji chrześcijańskiej. 

Ludzka zbiorowość przypomina rzekę. Kontrolerzy, to inżynierowie, którzy starają się wykorzystać rzekę do swoich celów- ująć w system wałów przeciwpowodziowych, zbudować tamę, spiętrzyć wodę, wykorzystać energię przepływu dla siebie przez napędzanie turbiny i produkcję prądu. Zawsze może się jednak zdarzyć, że jeśli wały dają rzece zbyt wąskie koryto, to wały rozmyje i się przeleje. Może się też zdarzyć, że mimo doskonalej jakości wałów to elektrownia i tak przestanie działać, bo poddana zbyt  silnej eksploatacji rzeka po prostu wyschnie, albo zmieni bieg. Nieodpowiedzialni albo niedouczeni inżynierowie mogą doprowadzić do wielkich katastrof. Podobnie jest z ekosystemami ludzkimi. Te, których kontrolerzy ignorują uwarunkowania fizyczne, tracą na tym, co przekłada się na zadłużenie lub demograficzną klęskę („wysychanie rzeki“). Nawet najlepszy system kontroli uczestników sieci nie jest w stanie zmienić praw fizyki. Dobrym przykładem jest tu Korea Północna - państwo, które kontrole nad obywatelami doprowadziło do perfekcji.  Nie zmienia to faktu, że kraj ten utrzymuje się dzięki pomocy żywnościowej i od dawna znajduje się w zapaści. Inny przykład do ZSRR - organizm ten nie został wszak rozbity przez jakąkolwiek opozycje czy bunt zrozpaczonych obywateli, on zwyczajnie zbankrutował, przestał zaspokajać potrzeby nawet elit władzy. W te samą stronę zmierza Unia Europejska, w której także ideologia ma pierwszeństwo przez rachunkiem ekonomicznym.

Ludzka zbiorowość nie daje się więc na dłuższą metę kontrolować. Jest to żywioł nieprzewidywalny, a jego kontrolowanie jest tym trudniejsze, że kontrolerzy także do tego żywiołu przynależą i ulegają jego uwarunkowaniom.

Jednak w tym samym czasie, na miejsce walących się w gruzy instytucji powstają nowe. Przyroda zupełnie dosłownie nie znosi próżni. Rzeka ludzkich spraw zmienia bieg, płynie nowym korytem, a nowi kontrolerzy będą na nowo starali się kierować, by biegła w sposób optymalny. Niestety, każda taka „zmiana koryta“ to mnóstwo energii zmarnowanej na samą zmianę, na ułożenie wszystkiego od nowa, to strata w kulturze i w substancji materialnej, to uproszczenie systemu, w pewnych sytuacjach zbawienne, ale jednocześnie to zbarbaryzowanie relacji międzyludzkich. Uratowanie świata jakim go znamy było by na pewno korzystne, ale czy jest jeszcze możliwe?