Na tatarskim szlaku

Kruszyniany - Mekka polskich Tatarów to mała wioska w powiecie sokólskim, gdzie stoi jeden z dwóch najstarszych meczetów w obecnych granicach Polski. Jeden z symboli I Rzeczypospolitej, która w tak różny od dzisiejszej Europy sposób radziła sobie z wielokulturowością na swoich terenach.

Z czym kojarzą się nam dzisiaj Tatarzy? Jeśli zdamy się na pierwszą myśl to prawdopodobnie stanie nam przed oczami twarz…  Daniela Olbrychskiego,  który w „Panu Wołodyjowskim” Hoffmana zagrał  złowrogą postać Azji Tuhaj-Bejowicza. Nie ma wątpliwości nie będzie to skojarzenie pozytywne. Podobnie jak niesłusznie negatywny jest stereotyp tatara w polskiej kulturze i literaturze. Ciekawe, że za jego utrwaleniem stoi m.in. Henryk Sienkiewicz, który sam był potomkiem tatarów. Jeśli zagłębić się nieco w polskiej historii to okaże się, że Tatarzy już od przełomu XIV i XV wieku zaczynają odgrywać w niej niekoniecznie negatywną rolę. Udokumentowana jest przecież ich obecność po stronie polskiej już w trakcie bitwy pod Grunwaldem. Później ich osadnictwo w tolerancyjnej religijnie Polsce rozwijało się dość harmonijnie. Oczywiście tradycyjnie trudnili się rzemiosłem wojennym za co byli bardzo w Rzeczypospolitej cenieni.

Wracając do Azji... To oczywiście postać fikcyjna, ale w pewnym stopniu, jak to u Sienkiewicza, wzorowana na postaci historycznej. Miał nią być ponoć Aleksander Kryczyński dowódca tatarskiej jazdy tzw. lipków, którzy służyli Rzeczypospolitej, ale w trakcie wojny z Turcją w 1671 roku przeszli okresowo na stronę wroga. Sam Kryczyński zginął z rąk swoich pobratymców, którzy jeszcze w trakcie wojny zdecydowali się powrócić na stronę polską. Generalnie zasługi tych oddziałów, mimo okresowego buntu, były w wojnach z Turkami tak duże, że król Jan III Sobieski postanowił w nagrodę przyznać ich dowódcom ziemie i osiedlić ich na stałe w terenach należących do korony. Część z nich, podobno w nagrodę za uratowanie życia w jednej z bitew samemu królowi, trafiła do Kruszynian w dzisiejszej gminie Krynki położonej przy samej granicy białoruskiej. Tam też w początkach XVIII wieku został wybudowany najstarszy dziś na ziemiach polskich meczet muzułmański.

 

Ekumeniczne spotkania

Kruszyniany położone są 10 km za Krynkami. Do samych Krynek możemy dojechać albo jadąc przez Sokółkę, albo przez Białystok i później Supraśl. Rozmowę z Bogusławem Panasiukiem, burmistrzem gminy zaczynam od banalnego pytania o to co jest warte obejrzenia w okolicy miasteczka.

– Nic – odpowiada szybko.  – Zawsze jak ktoś mnie o to pyta to tak odpowiadam. To chyba najskuteczniejsza zachęta. Pytający zaraz przyjeżdża sprawdzić, czy rzeczywiście na pewno nic tu nie ma – dodaje z uśmiechem. Jego zdaniem to też zachęta dla tych, którzy liczą na ucieczkę przed tłumami, zgiełkiem i pośpiechem miasta.

W rzeczywistości jednak gmina ma wiele atrakcji turystycznych. Na pewno jednak nie dla kogoś kto lubi nowoczesność. Jest tu cicho i spokojnie, a piękny pagórkowaty krajobraz jest niezmącony modernistycznymi budowlami. Nie ma tu nawet farmy wiatrowej, bo burmistrz nie zgodził się na jej budowę w trosce o widoki i przyrodę. 

Gmina nie wydaje też wiele na promocję i turystykę. Na 2012 roku zaplanowano nie więcej jak 10 tys. złotych (przy budżecie rzędu 9 mln zł).  Kilka lat temu gmina przygotowała i oznakowała ścieżkę rowerową. Przemieszczając się po niej można poznać większość okolicznych atrakcji.

– Nie zależy nam na jak największej liczbie turystów. Liczymy głównie na tych, którzy zainteresowani są spokojnym odpoczynkiem na łonie przyrody i tych zaciekawionych naszą bogatą kulturą  – przyznaje Panasiuk.

Na potwierdzenie tych słów burmistrz opowiada historię o grupie turystów biznesowych, która zorganizowała sobie integrację jeżdżąc na quadach w okolicznych lasach. 

– Musiałem sam ich ścigać, straszyć karami – opowiada.

Ci, którzy mimo wszystko, lub właśnie dlatego zechcą odwiedzić gminę podróż zacząć powinni od samych Krynek, które są niezwykle malowniczo położoną miejscowością. Z każdej strony miasteczko jest otoczone pagórkami i zanim się do niego dostaniemy będziemy mieli okazję zobaczyć pejzaż całego miasteczka z trasy. Rondo, które stanowi centrum Krynek, jest ogromnej wielkości i odchodzi od niego aż 12 ulic. W centrum ronda znajduje się park miejski. Warto zwrócić uwagę na historyczną zabudowę wielokulturowego miasta, które mimo ogromnych zniszczeń wojennych zachowało coś z przedwojennego klimatu. W miasteczku znajdziemy zarówno zabytkową cerkiew pw. Najświętszej Marii Panny, kościół pod wezwaniem św. Anny  jak i pozostałości po żydach. Cmentarz oraz dwie bożnice, z których jedna pełni dziś rolę gminnego ośrodka kultury.  W okolicach Krynek występuje  silnie - jak na Podlasie - pofałdowany teren, który stwarza dogodne warunki do uprawiania sportów zimowych i jeździectwa.  Bogactwem naturalnym Krynek jest też wysokiej jakości woda o cechach wody mineralnej - "Krynka”.  Zwiedzając okolicę warto udać się na szlak ekumeniczny i uświadomić sobie, że w gminie mają swoje przedstawicielstwo 4 religie. Znajdziemy tu zarówno parafię prawosławną jak i katolicką, oraz gminę żydowską i muzułmańską. Z tą ostatnią związany jest 150 kilometrowy „Szlak Tatarski” ciągnący się przez Podlasie od Białystoku przez Sokółkę, Bohoniki, Krynki i Kruszyniany.

Czym innym jest oczywiście taka idylla dla turysty, a czym innym dla mieszkańców, których z roku na rok ubywa.

 - Młodzi wyjeżdżają za pracą i karierą - mówi burmistrz. - Tutaj jedyna szansa, żeby się wybić to zapisać się do partii - dodaje...

 

W tatarskiej jurcie

Cała wieś była dumna gdy szef ochrony angielskiego Księcia Karola stwierdził, że w Kruszynianach nie potrzeba izolować Jego Książęcej Mości od mieszkańców i że każdy będzie mógł podejść uścisnąć dłoń księcia i zamienić słowo.

– Śmialiśmy się, że gdy do Warszawy przyjechał prezydent Obama to niemal cała stolica stanęła. Prezydent oddzielony był też szpalerem ochroniarzy i ustawionymi bramkami. U nas nic takiego podczas wizyty księcia Karola nie było potrzebne – opowiada Dżemil Gembicki, który oprowadzał księcia po meczecie i mizarze (cmentarzu muzułmańskim). Wizyta miała miejsce na wiosnę 2010 roku. Książe oprócz odwiedzenia miejsc kultu spróbował też tatarskiego jadła.

Zaczął jednak od meczetu. Najstarszego i jednego z trzech w Polsce. Pozostałe dwa znajdują się w Bohonikach, gdzie podobnie jak w Kruszynianach jest to historyczna, drewniana budowla oraz w Gdańsku, gdzie wybudowano go dopiero 1989 roku.

Historia meczetu w Kruszynianach zaczyna się w początkach XVIII wieku, a najstarsza wzmianka sięga 1717 roku.
Właściwa modlitwa do dziś ma miejsce w części męskiej. Wierni stoją w rzędach z twarzami skierowanymi w stronę Mekki, którą wskazuje mihrab (nisza w ścianie). Na prawo od niszy znajduje się minbar (rodzaj kazalnicy), z którego imam wygłasza kazanie. Podczas modlitwy wierni wykonują odpowiednie ruchy rąk i ciała w myśl rytuału zwanego salat. Modlitwy odbywają się w języku arabskim. Jak przyznaje Dżemil Gembicki, opiekun i przewodnik po meczecie, zarówno on sam jak i spora cześć wiernych nie zna tego języka. Modlitwy nauczyli się na pamięć.

– Należę do pokolenia PRL. Nie było wtedy klimatu i możliwości do nauki języka. Dziś o to znacznie łatwiej – opowiada Dżemil. Ponieważ w Kruszynianach żyją tylko 4 rodziny tatarskie meczet ożywa więc głównie w czasie muzułmańskich świąt (szczególnie ramadanu w 2012  roku wypadającego na przełomie lipca i sierpnia). Wtedy z całej polski zjeżdżają do niego muzułmanie, głównie pochodzenia tatarskiego.

Niedaleko meczetu znajduje się mizar, muzułmański cmentarz także wart odwiedzenia.

Na co dzień jedną z głównych atrakcji Kruszynian jest też Tatarska Jurta agroturystyczne gospodarstwo prowadzone przez Dżenettę Bogdanowicz. Można tam zarówno znaleźć nocleg jak i zjeść tradycyjne tatarskie potrawy, które podobno niezwykle przypadły do gustu samemu Księciu Karolowi. Podobno warto spróbować przede wszystkim Pierekaczewnik czyli wielowarstwowe ciasto z mięsem, serem lub grzybami, Czibureki, które przypominają duże pierogi, smażone z nadzieniem z mięsa indyczego i cebuli oraz Czynaki, czyli  tatarską zupę gulaszową.

Pani Dżenetta organizuje też od kilku lat Festiwal Kultury Tatarskiej. W 2011 roku pierwszy raz odbyło się też święto zakończenia wiosennych prac polowych Sabantuj, które w przyszłym roku ma zastąpić festiwal. Jak opowiada gospodyni Tatarskiej Jurty Sabantuj to rodzinne święto sportowo – kulturalne, które przybliża i integruje społeczność tatarską, ale odwiedzić i wziąć udział może każdy. Podczas festynu można podziwiać i wziąć udział w kilku konkurencjach sportowych takich jak: bitwa na równoważni workami, przeciąganie liną, rzucanie podkową, czy strzelanie z łuku. W festynie brała ostatnio udział m.in. grupa rekonstrukcyjna łucznictwa tradycyjnego Czambulik (z Warszawy!), oraz co ciekawe grupa rekonstrukcyjna Indian, które rywalizują w strzelnictwie.

Uczestnicy wszystkich konkursów zostają obdarowani atrakcyjnymi nagrodami. Osoby, które przyjeżdżają do Kruszynian w tym czasie mogły również zwiedzać meczet oraz uczestniczyć w nabożeństwie muzułmańskim, obejrzeć występy tradycyjnych zespołów tanecznych. Mają też okazję spróbować tatarskich potraw. W zeszłym roku w ramach Sabantuj odbył się bowiem I Ogólnopolski Festiwal Kuchni Tatarskiej. Jedną z atrakcji była gotowana przez Mussę Czachorowskiego, rzecznika Muzułmańskiego Związku Religijnego w 300 litrowym garze tradycyjna tatarska zupa. Imprezę uzupełniają warsztaty kuchni tatarskiej.

W 2012 roku roku festyn ma się odbyć w maju.

 

Tatarską szablą walczę o Wielką Polskę*

Zasymilowani kulturowo potomkowie polskich tatarów stanowili zawsze element ubarwiający naszą kulturę i tożsamość. Na dowód tego wystarczy chyba powiedzieć, że nazwa jednej z tradycyjnie polskich jednostek wojskowych „ułani” wywodzi się z języka polskich tatarów i prawdopodobnie pochodzi od nazwiska Aleksandra Ułana, dowódcy lekkiej jazdy, który został odznaczony za wierność królowi w trakcie wojny w latach 1715-1716. 

Niestety dziś po tragedii II wojny światowej tatarów w Polsce jest niewielu. Prawdopodobnie nie więcej jak 3 tys. Jak informuje Mussa Czachorowski Muzułmański Związek Religijny, który został założony jeszcze w II Rzeczypospolitej liczy obecnie ok. 4000 tys. członków. Skupia w zdecydowanej większości muzułmanów pochodzenia tatarskiego i polskiego. Do MZR należy też grupka muzułmanów pochodzenia arabskiego.

– Jak każdą grupę religijną dotykają nas tendencje laicyzacji kultury – smuci się Czachorowski. Jednak jak zauważają moi wszyscy „tatarscy” rozmówcy można zauważyć też tendencję odwrotną. Coraz popularniejsze także w Polsce jest poszukiwanie korzeni w tym tatarskich. Z tym wiążą się coraz częstsze wizyty na mizarach w Kruszynianach i Bohonikach. Tam też można spotkać żywych tatarów kultywujących tradycje kulturalne i religijne przodków, a może i znaleźć swoje...

 

*Z wiersza „Tatarski sen” Selima Chazbijewicza.