23. rocznica wielkiego oszustwa

4 czerwca to dzień, w którym środowiska partycypujące w micie założycielskim III RP obchodzą swoje święto. Przy okazji obóz okrągłostołowy wykazuje się niesamowitym poziomem buty, wmawiając społeczeństwu, że też powinno świętować rocznicę rzekomo „pierwszych po wojnie wolnych wyborów”.

Na początek krótkie przypomnienie z historii. W wyniku porozumień Okrągłego Stołu, zawartych przez władzę komunistyczną z częścią opozycji skupioną wokół Lecha Wałęsy i jego doradców (m.in. Adama Michnika, Tadeusza Mazowieckiego, Jacka Kuronia, Bronisława Geremka), 4 i 18 czerwca 1989 roku odbyły się w Polsce „częściowo wolne” wybory parlamentarne. Jednak jeszcze przed wyborami bezpieczną większość miejsc w przyszłym parlamencie zarezerwowały sobie ugrupowania komunistyczne i sojusznicze wobec komunistów, którym przypadło 65% mandatów poselskich. Jedynie pozostałe 35% miejsc w Sejmie oraz mandaty senatorskie miały zostać podzielone na drodze powszechnego głosowania.

O te właśnie miejsca w obu izbach parlamentu ubiegać się mieli tzw. kandydaci bezpartyjni (należał do nich np. Jerzy Urban). Wszystkie (za wyjątkiem jednego miejsca w Senacie, które przypadło Henrykowi Stokłosie) zostały zdobyte przez kandydatów Komitetu Obywatelskiego „Solidarności”, czyli reprezentantów tej części opozycji, która poszła na kompromis z władzą.

Choć de facto do rzeczywistego udziału w wyborach dopuszczono jedynie tych opozycjonistów, którzy wcześniej zaakceptowali warunki reformy ustroju w wersji zaproponowanej przez komunistów, PZPR wraz z partiami satelickimi utrudniła nieco działania Komitetu Obywatelskiego poprzez takie wytyczenie granic okręgów wyborczych, aby jego kandydaci ubiegali się o głosy mieszkańców miejscowości, w których byli kompletnie nieznani. Odpowiedzią ze strony „opozycji” były zdjęcia z Lechem Wałęsą, masowo robione przez kandydatów KO. W oczach wyborców byli przez to postrzegani jako „substytut” powszechnie rozpoznawalnego przywódcy „Solidarności”. Pomysł ten, jak już wspomniałem, mówiąc o wynikach wyborów, okazał się niezwykle skuteczny i „opozycja” wygrała niemal wszystko, co mogła.

Tu jednak zaczyna się spór o to, kim faktycznie byli ci, którzy należeli do tej „opozycji”, i jakie znaczenie dla przyszłości Polski miały „wybory kontraktowe” z czerwca 1989.

Przypomnieć bowiem należy, że ta „opozycja”, która siedziała przy Okrągłym Stole i wygrała w wyborach, które były jego następstwem, była w dużym stopniu inną opozycją niż ta, która powstała na fali ogromnego buntu społecznego z 1980 roku. Trzeba przypomnieć, że działacze skupieni wówczas wokół Lecha Wałęsy odrzucili wysuwane przez czołowe postaci „pierwszej Solidarności” z jej wiceprzewodniczącym Andrzejem Gwiazdą na czele postulaty przywrócenia legalnych władz wybranych na I zjeździe „Solidarności” w 1981 roku. Zamiast tego powołano nowe kierownictwo składające się z tych działaczy, którzy chcieli zawarcia kompromisu z władzami PRL.

Duża część opozycjonistów, którzy nie zaakceptowali wysuniętego przez nowe kierownictwo „S.” podziału władzy z komunistami, wystartowała w wyborach czerwcowych samodzielnie. Do grupy tej należeli m.in. działacze KPN i Chrześcijańsko-Demokratycznego Stronnictwa Pracy. W wyborach konkurowali oni zarówno z kandydatami PRL-owskiej władzy, jak i z neosolidarnościowcami. Doszło więc do ciekawych pojedynków, których wynik wiele mówi o tym, czym faktycznie była ówczesna „Solidarność” i czego początkiem stawały się ówczesne zmiany. Oczywiście wszystkie starcia wyborcze wygrali kandydaci KO. I tak np. kandydujący jako niezależny mec. Władysław Siła-Nowicki – obrońca opozycjonistów sądzonych w procesach politycznych, „żołnierz wyklęty”, który po 1945 walczył w szeregach Zrzeszenia WiN, za co został skazany przez stalinowski sąd na karę śmierci (zamienioną na dożywotnie więzienie) – przegrał z kandydatem KO Jackiem Kuroniem, który w tym samym czasie, gdy Siła-Nowicki siedział w więzieniu, robił karierę w ZMP i PZPR. Takich przypadków było znacznie więcej. Do Sejmu „wolnej Polski” nie weszli więc zasłużeni weterani kolejnych starć o polską wolność, ale przefarbowani komuniści, wieloletni działacze PZPR, „walterowcy” czy „komandosi”, którzy z partii odchodzili, zarzucając jej kierownictwu, że za słabo realizuje doktrynę marksistowską.

„Wybory czerwcowe” stały się pierwszym krokiem w stronę podziału władzy w myśl wysuniętej przez Adama Michnika zasady „wasz prezydent, nasz premier”. I tak „opozycjoniści” z KO wspólnie z posłami PZPR, ZSL i SD wybrali na pierwszego prezydenta „wolnej Polski” partyjnego genseka Wojciecha Jaruzelskiego – człowieka, który 8 lat wcześniej sterroryzował kraj, wprowadzając stan wojenny. „Pierwszym niekomunistycznym premierem” został zaś Tadeusza Mazowiecki (w okresie stalinowskim dziennikarz uczestniczący w nagonce na kapłanów niepokornych wobec władzy), a czołowe resorty w jego ponoć „niekomunistycznym rządzie” przypadły generałom Florianowi Siwickiemu (MON) i Czesławowi Kiszczakowi (MSW).

Jak nietrudno się domyślić, patrząc na skład gabinetu i jego parlamentarnego zaplecza, rządy Mazowieckiego okazały się okresem niszczenia dowodów komunistycznych zbrodni i uwłaszczania nomenklatury (rozpoczętego już za kadencji wcześniejszych gabinetów).

Dopełnieniem tego, co zapoczątkowały wydarzenia roku 1989, była noc z 4 na 5 czerwca 1992, kiedy w wyniku sojuszu ludzi dawnego PZPR oraz okrągłostołowej „opozycji”, w trakcie realizowania przez ministra Antoniego Macierewicza ustawy lustracyjnej, odwołany został rząd Jana Olszewskiego, który usiłował złamać postanowienia Okrągłego Stołu i przeprowadzić rozliczenie z systemem komunistycznym.

I tak mamy to, co mamy. Jawny PRL bis, w którym za „ludzi honoru” uznawani są byli przywódcy wojskowej junty, odpowiadający za śmierć wielu naszych rodaków, a „czołowymi autorytetami” życia publicznego stali się współtwórcy totalitarnego reżimu, którzy zawczasu przeczuli jego koniec i przefarbowali się na „opozycjonistów”. A jakby tego było mało, my wszyscy płacący podatki jesteśmy zmuszani do finansowania produkcji „dzieł kultury” utrwalających dla przyszłych pokoleń wszelakie mity stworzone przez twórców III RP w celu obrony ich interesów. I tak wygląda ta „wolna Polska”, której rocznicę powstania nakazuje nam się świętować 4 czerwca…