Przejażdżki po lewicy z przewodnikiem „Krytyki Politycznej”

W KoLibrze i „Gońcu Wolności” rzadko zajmujemy się polską lewicą i tym, czym właściwie są i co myślą nasi ideowi przeciwnicy. Wydaje się, że nie ma o czym rozmawiać. O ile w KoLibrze są spory co do tego, jak powinna wyglądać prawica, czym jest liberalizm, czy należy popierać PO, czy PiS, czy też jak pogodzić liberalizm z konserwatyzmem, o tyle istnieje konsensus, że na pewno nie jesteśmy i być nie chcemy jak lewica, symbolizowana przez środowisko „Krytyki Politycznej”. Wypada więc zbadać, kim właściwie są ci, którzy są naszą antytezą. Nie interesuje mnie tutaj, na ile zaangażowane tam osoby są kontynuatorami rodzinnych tradycji lewicowych, czy to wynikających z przysłowiowego „przywiezienia na sowieckich bagnetach”, czy też z ideowej wiary w „Nowy wspaniały świat” bez związków z byłym czy obecnym establiszmentem. Chcę wgłębić się w ich idę tak, jak sami je przedstawiają i sami je widzą. Za przewodnik na tych nieznanych wodach będzie mi służył „Przewodnik po lewicy Krytyki Politycznej”. Wydawnictwo to jest o tyle ciekawe, że wydano je w 2007 roku (materiały zapewne zbierano rok wcześniej) i przypuszczam, że czas, jaki upłynął od tamtej daty, pozwala zweryfikować niektóre tezy w świetle późniejszych wydarzeń.

Oczywiście należy cały czas pamiętać, ze nasi „przewodnicy” dokonali subiektywnego wyboru cech lewicowości i istotnych zagadnień, tego co „najlepsze i najciekawsze tak pod względem etycznym czy intelektualnym, jak i politycznej skuteczności”, co sami otwarcie przyznają i biorą za niego odpowiedzialność (s. 3). Nasze źródło jest więc próbą autodefinicji lewicy i jednocześnie orężem w walce o taki, a nie inny jej kształt. Ma pomóc w samookreśleniu się (s. 4), a więc w zamyśle jest pewną propozycją ideową, która ma być punktem odniesienia na polskiej scenie politycznej. Autorzy przyznają we wstępie, że ich dzieło jest dalekie od doskonałości (s. 4). Istotnie, tekst jest nierówny, obok interesujących fragmentów i logicznych wywodów są oczywiste błędy logiczne i nieuprawnione wnioskowanie – ale nie uprzedzajmy biegu podróży. Czytając teksty zaangażowanych lewicowców, musimy pamiętać, że język, jakim się posługują, jest językiem „smoczym”, posługując się metaforą z literatur fantastycznej. Jest to język, w którym słowa często nie oznaczają swoich znaczeń słownikowych, ale mają znaczenie nadane im sztucznie w ramach lewicowej walki o język. Trzeba więc teksty te czytać uważnie i z dystansem, zdając sobie sprawę, że autor bynajmniej nie zawsze rozumie pod słowami, których używa, tych samych pojęć co my. Wszak, jak czytam w naszym źródle, poza dominujący spór można wyjść tylko wtedy, gdy uda się wygrać wojnę o wyobraźnię (s. 316). Stąd atak lewicy na wszelkie spontanicznie ukształtowane i powszechnie stosowane pojęcia, który ma w ich przekonaniu odmienić świat.

Zacząć wypada od definicji lewicowości, tak jak ją widzi środowisko naszych przewodników. Co to właściwie jest lewica? Odpowiedź, jaką otrzymujemy, brzmi: najbardziej ogólnym założeniem postawy lewicowej jest walka o podmiotowość człowieka w świecie, który złożony jest z jego własnych wytworów. Wszystko bowiem, co nas otacza, jest przecież produktem człowieka (w tym nie tylko to, co bezpośrednio budujemy wokół siebie, ale także to, czemu nadajemy nazwę i przypisujemy znaczenie). Przy czym część z nich wyobcowana jest spod jego kontroli i panuje nad nim. Człowiek zaś, zawsze zrodzony w wypełnionym wytworami świecie, traktuje ten stan jako naturalny i niezmienny. Lewica, mówiąc najogólniej, pragnie zatem przebudowy stosunków społecznych, aby uwolnić ludzkość od rozmaitych ograniczeń, gdy prawica przedstawia je jako naturalne i odwieczne (s. 9).

Cytat ten rodzi pytania: po co lewica chce przebudowywać stosunki społeczne? Dlaczego te stosunki są odbierane jako gorsze niż te, które mają nastąpić? Czy naprawdę wszystko, co nas otacza, jest dziełem człowieka dzięki temu, że nadajemy mu nazwę i znaczenie? Czy istotnie lewicowość od prawicowości różni się wiarą prawicy w niezmienność świata?

Odpowiedź na pierwsze pytanie znajdujemy dalej w tekście: Zniesienie tych ograniczeń pozwolić ma na stworzenie lepszego porządku społecznego (s. 9). Lepszy porządek zaś to taki, który stwarza możliwość rzeczywistego wyboru rożnych scenariuszy życiowych (s. 12).

Dalej mamy cały katalog spraw, którymi lewica zajmuje się lub powinna się zajmować: dawniej zwalczała feudalizm i światopogląd religijny, potem skupiała się na ograniczaniu władzy elit posiadaczy – kapitalistów, a dziś walczy z globalną biedą i zagrożeniem ekologicznym. (Próżno czytelnik wypatruje tu jakiegoś autokrytycznego odniesienia do zbrodni dokonanych w imię tego wyzwalania i zwalczania ograniczeń…). Polem działania lewicy jest przeorganizowanie ludzkich wspólnot: Historycznym, a zatem zmienny w czasie, charakter ludzkich wspólnot sprawia, że zmieniają się ograniczenia, z jakimi mierzy się lewica (s. 10). Pragnie, by więzy międzyludzkie nie były budowane przez odwołanie do partykularnych wspólnot, takich jak rodzina czy naród, ale przez konstruowanie i ochronę wzajemnych zależności jednostek realizujących ideały dobrego życia (s. 11). Narzędziem do realizacji założonych celów ma być powszechna edukacja, zapewnienie minimalnego poziomu życia dla wszystkich, wysoka progresja podatkowa i wysoki podatek spadkowy, który ma zapobiec niesprawiedliwemu podziałowi dóbr i nieuzasadnionej transmisji bogactw, która utrwala nierówności i ogranicza szanse życiowe jednostek „źle urodzonych” (s. 12). Dodatkowo, wybory życiowe są często ograniczone przez powszechnie uznawane wzorce postępowania, uważane za naturalne, a tak naprawdę narzucone przez większość. Tymczasem byt nie może dyktować warunków – to twierdzenie różni współczesną lewicę od wierzących w materializm marksistów, którzy uważali się za emanację obiektywnych praw rządzących światem. Przeciwnie – to człowiek powinien kształtować rzeczywistość, zdając sobie sprawę z jej zmienności i plastyczności, posługując się w tym celu językiem i nadawaniem starym przedmiotom nowych pojęć. Stare schematy działania nie wystarczają, tradycyjne rozwiązania nie sprawdzają się – piszą autorzy, mając na myśli zakleszczenie ideologiczne, w jakim znalazł się współcześnie świat białego człowieka (paradoksalnie, ta grupa ideowych internacjonalistów postrzega świat tak, jakby cały był lewicującą Europą, a za najlepszy obecnie ustrój uważają system skandynawski, stąd wypada uznać, że głównie Europę i USA mają na myśli. Wynika to wprost z ich założenia, że jeśli nazwiemy rzeczy po swojemu, to takimi dla nas będą). Odpowiedzią na ten problem ma być nowa lewica i jej program, który zapewni dobrobyt i tolerancję.

Fundamentalnym błędem tego sposobu myślenia, narzucającym się każdemu krytycznemu czytelnikowi, jest wiara w polityczny i społeczny woluntaryzm. Wszystkie niedomagania świata politycznego i społecznego wynikają z braku świadomości u ludzi, że można rzeczy ułożyć inaczej. Narzędziem zmiany ma być redefinicja pojęciowa świata w ludzkiej świadomości, dzięki czemu otworzą się możliwości działania, jakich wcześniej nie było. Świat nawet niematerialny, niebędący wytworem człowieka niejako zmieni się także dzięki temu. Jeden z ideologów ruchu, Sławomir Sierakowski, dał przykład Tatr. Tatry to nie tylko fizyczny byt, to także wszystkie pojęcia wokół niego zbudowane, wiedza ludzi o tym miejscu, tradycja z nim związana i tak dalej. Gdyby tę wiedzę i tradycję usunąć, usunąć nazwę Tatry i związane z nią pojęcia – góry te niejako by zniknęły.

Wiara, że słowo zmienia świat, jest nieobca myśli chrześcijańskiej, choć oczywiście rozumiane jest to nieco inaczej i łączy się z wiarą w ludzkie ograniczenia i niedoskonałość. Z punktu widzenia chrześcijańskiego celem tak rozumianej lewicy jest umożliwienie człowiekowi na swobodne łamanie przykazań boskich i kościelnych, przy czym organizacja polityczna i jej instytucje powinny aktywnie wspierać wybór takiej drogi życiowej. Z katolicyzmem jest to oczywiście nie do pogodzenia. W „Przewodniku” unika się uzasadnień moralnych, myśl lewicową przedstawia się tak, jakby żadna koncepcja dobra i zła za nią nie stała, a wszystkie tezy wynikały z podejścia naukowego i z „naukową ścisłością” – jak mawiał tow. Lenin – są uzasadniane. Tak oczywiście nie jest. Sama koncepcja dawania jak najszerszego wyboru i wspierania go wynika z wiary, iż dla człowieka dobre jest to, co sam sobie wybierze, a przemoc jest zła. Jak się dalej przekonamy, nie oznacza to bynajmniej deklaracji pełnego liberalizmu światopoglądowego albo neutralności państwa, a tylko upowszechnianie idei lewicowych i zwalczanie „faszystowskich”, ale nie uprzedzajmy biegu narracji.

Idea lewicowego zmieniania świata na lepsze przez „tworzenie realnych możliwości wyboru scenariuszy życiowych” również z punktu widzenia czysto utylitarnego jest, delikatnie mówiąc, podejrzana. Jeśli państwo ma aktywnie wspierać wszystkie ludzkie wybory, także te społecznie bezużyteczne, to jakie będzie to miało skutki dla struktury społecznej? Czy przypadkiem nie spowoduje to niekorzystnych zmian skutkujących obniżeniem poziomu życia całej zbiorowości? Takiej refleksji w powyższych tezach brak. Brak tu konstatacji, że każda ingerencja państwa „wspierająca” taki czy inny sposób bycia musi być w jakiś sposób opłacona, jakaś energia społeczna musi być w tę stronę pchnięta. Społeczeństwo traci już wtedy, gdy ktoś zamiast pracować na rzecz firm i rodziny, zajmuje się czymś bezproduktywnym, a tu jeszcze państwo do tej bezproduktywności ma dokładać w imię uwalniania każdego człowieka od przymusu ekonomicznego.

Skąd na to pieniądze? Z podatków, zapewne odpowiedzą koledzy z lewicy, z wysokich progresywnych podatków, dodadzą, aby nie wyszło, że fanaberie lewicowych artystów tworzących nowe wspólnoty dobra wspólnego na miejsce starych są finansowane przez panią Beatkę, pracującą na kasie w markecie matkę trojga dzieci. Ale przecież firmy i korporacje nie wypłukują pieniędzy z powietrza, ale zarabiają je na klientach. Aby zarobić w stopniu odpowiednim, zapewniającym rentowność, muszą z tego klienta zebrać pieniądze. Koniec końców, gdziekolwiek by do tego systemu naczyń połączonych podłączyć rurki, płaci cały system – i biedni, i bogaci, choć biednych zubożenie gospodarki dotyka oczywiście bardziej. To tylko jeden z przykładów problemów, na które natrafią budowniczy nowego, wspaniałego świata. Nad problemami tymi brak refleksji, ponieważ w ogóle refleksja historyczna jest w naszej broszurze ograniczona li tylko do kolejnych „emancypacyjnych” wystąpień typu Rabacja Galicyjska, Wielka Karta Swobód tudzież pierwsze odnotowane użycie słowa „feministka”. Brak refleksji nad błędami popełnianymi przez lewicowe ekipy rządzące w różnych miejscach i czasach.

Autorefleksji brak także w ocenie siebie samych jako potencjalnych rządzących (nie chodzi mi tu o konkretne osoby, ale o ewentualną formację polityczną, która przejęłaby władzę, kierując się zasadami rodem z „Krytyki Politycznej”). Sęk z tym, że tworzenie się kręgu władzy, dworu, mechanizmów korupcyjnych nie zależy od ideologii wyznawanej przez rządzących, ale jest uwarunkowane samą posiadaną władzą. Należy się spodziewać, że (nowo)lewicowa władza będzie ulegała dokładnie tym samym mechanizmom demokracji, którym ulega lewica stara: aby dojść do władzy, musi kłamać, aby władzę zachować, musi dokonywać ruchów niepopularnych, jej trwanie, jak każdej elity, jest uzależnione od wysiłku milionów anonimowych ludzi. Jeśli ten wysiłek nie przyniesie zysku, to władza upadnie, a wraz z nią marzenie o zmianie społeczeństwa, o utworzeniu nowych wspólnot otwartych na miejsce wspólnot partykularnych. Dodatkowo, autorzy „Przewodnika” nie dostrzegają, że równie istotnym zagrożeniem dla wolności i równości co nierówność majątkowa jest układ koleżeńskich znajomości i nieformalne korzyści płynące z pełnionego stanowiska. Wszak jednym z symboli PRL, było nie było państwa realizującego lewicowe zasady bliskie autorom, były „sklepy za żółtymi firankami”, które dostarczały lepszych towarów i po niższej cenie członkom establiszmentu. Dodatkowo, stanowisko urzędnicze daje także kontakty umożliwiające na zasadzie wzajemnych przysług np. zagwarantowanie swoim dzieciom wykształcenia i posad. W jaki sposób zablokować tego rodzaju „spadek”?

Obserwowana przez naszych lewaków zmienność świata kieruje ich ku błędnemu mniemaniu, że „zmienność” oznacza „negocjowalność”. Taka perspektywa powoduje, że autorzy „Przewodnika” są w pozycji żeglarza sterującego jachtem, który oświadcza: posiadam pełną władzę nie tylko nad łódką, ale nad wiatrem i morzem! Przecież wszystko to zmienia się wraz z ruchem steru, a ster trzymam ja. Czy ten żeglarz miałby rację? Nie, oczywiście, ale przy dobrej pogodzie i umiarkowanym wietrze (i nie patrząc na ląd) mógłby żeglować, kierując się taką dewizą, i ulegać takiemu złudzeniu. Niech jednak tylko mocniej powieje, niech zerwą się prawdziwe fale, to okaże się, ze łódka jest tylko igraszką żywiołów, a sternik chcąc nie chcąc musi dostosować swój kurs do siły i kierunku wiatru.

Mądry żeglarz rozumiałby, ze jego umiejętności polegają nie na sterowaniu wiatrem i falami, ale na dotarciu łódką do celu przy wykorzystaniu żywiołów istniejących i działających bez żadnego wpływu z jego strony. Podobnie bieg spraw ludzkich, gospodarczych czy politycznych, jest żywiołowy i nie da się nim tak po prostu sterować. Nazwanie biedy bogactwem nie zapobiegnie klęsce głodu, piękno Tatr zaś nie wynika z ich nazwy ani z otoczki atrakcyjności, jaką je otoczono, ale z oddziaływania na ludzkie zmysły pięknością i dostojeństwem krajobrazów. Ten brak odniesienia się do realnych warunków wokół, ignorowanie faktu, że wszelkie zasoby są ograniczone, powoduje ślepotę lewicy na rzeczywiste problemy współczesnego świata. Tego właśnie doświadczyła Hiszpania, której lewicowy premier był w awangardzie postępu, ale wcale nie wpłynęło to na uratowanie jego kraju przed bankructwem. Dziś, mimo prawa do aborcji, mimo najróżniejszych socjalnych świadczeń i postępowych rozwiązań, bezrobocie wśród Hiszpanów, szczególnie młodych, bije rekordy. Ale być może ich premier miał inny cel niż dobrobyt swojego kraju. Być może dla niego priorytetem było „budowanie nowych wspólnot w miejsce partykularnych”. Biorąc pod uwagę, że jednocześnie z bezrobociem wśród młodych idzie dłuższy czas ich zamieszkiwania pod jednym dachem z rodzicami, odniósł jednak umiarkowany sukces, „partykularna” rodzina to wciąż podstawa.