Przetestuj swoją wyobraźnię. Moment niedźwiedzia – Olga Tokarczuk

Oldze Tokarczuk wiele trudniej jest znieść cierpienie zwierzęcia niż człowieka. Ten ostatni ma przecież swoją kulturę i religię. Ma Boga, który podtrzymuje go w cierpieniu, obiecując pośmiertną rekompensatę za niepomyślności na ziemskim padoku.

W przedmowie Kinga Dunin wspomina, jak to na początku lat 90-tych literaturze nie wypadało już być zaangażowaną. Oswobodzona z zobowiązań na rzecz społeczeństwa, miała odtąd żyć tylko samą dla siebie. Ale mocno lewicująca Tokarczuk to literatura – i postać – zaangażowana jak najbardziej. Co rusz dołącza swoje nazwisko do kolejnych petycji, zapisała się do Zielonych 2004, nie upycha w śmietniku ogórkowych obierzyn z plastykowymi butelkami, zaś przy czuwaniach modlitewnych stawia głośny cudzysłów, bo w posmoleńskiej żałobie zapomniano o ofiarach-ateistach.

 W zbiorku Tokarczuk dominują krótkie formy, to felieton, to minireportaż, głównie z archiwów „Krytyki Politycznej”. Właśnie jej nakładem popełniono najnowszą pozycję pisarki, zresztą w „Krytyce” publicystyka Tokarczuk gości dosyć często – prócz tego znalazły się teksty z „Gazety Wyborczej”, „Polityki”, „Odry” czy „Die Zeit”. Propozycja nie do końca składna, jak to bywa z antologiami, pojawiają się logiczne ubytki, ale wszelkie nadęcie na autorkę zdaje się raczej zbyteczne, Moment niedźwiedzia to bardziej sylwa ze wszystkimi tego konsekwencjami, niż w cokolwiek poskładana publicystyka. Poza tym czyta się – jak to Tokarczuk – zwiewnie, bez zadyszki.

 Nigdzie indziej psy nie cieszą się taką atencją – cytuje obserwację znajomego cudzoziemca – Polska to jedyny kraj na świecie, gdzie przy znakach drogowych umieszcza się specjalną tabliczkę „piesi”. Gorzka to anegdota, bo przez cały Moment niedźwiedzia Tokarczuk sowicie sięga po proekologiczne lektury.

 Człowiek nie jest od zwierzęcia ani lepszy, ani gorszy. A rozum, jego istnienie, nie przechyla żadnej szali – tu powtarza Elizabeth Castello – bo przecież taką to tradycyjnie rozumianą przewagę człowieka nad zwierzęciem podsunął ludzki rozum właśnie. Skoro nie mamy moralnego prawa – ani żadnego innego – do zabijania ludzi spoza naszej rasy, nie możemy zabijać istot, które nie należą do ludzkiego gatunku. Za przykładne pisarka stawia koncepcje Singera (Znamy go z olśniewająco logicznych łańcuchów argumentów na rzecz zwierząt) i jego utylitaryzm, w którym za etyką nie stoi przyjemność, ale interes. To chyba dla Tokarczuk zabieg konieczny – wyraźne odcięcie się od modelu Benthama – ludzie przecież potrafią znaleźć uciechę także w mordowaniu saren, borsuków czy lisów.

 Tokarczuk uprawia utopizm wywrotowy. W Heterotopii, wymyślanej na łamach „Krytyki”, rozmiękcza co bardziej ugruntowane paradygmaty, nie poprzestając na tych konserwowanych przez prawicę. Rodzinę może tworzyć starsza kobieta i jej 12 kotów, nie widzi się związku między seksem a posiadaniem dzieci (rodziny bezdzietne stawiane są za wzór), a o religii co najwyżej szepce się przy świecach. Tokarczuk prowokuje, daleko pretensjonalnie, nie stawia przeklętych pytań, jak Dostojewski – nie potrafi – bo w tej wojence podjazdowej zdaje się od razu udzielać wszystkich odpowiedzi, ucinając głowę całej zabawie.

 Pisze – oczywistość to nie kwestia faktów, a umowy społecznej. Kiedy wierzono, że świat jest płaski, był on płaski: nie podróżowało się za morza, nie wykraczało poza krańce. Zupełnie, jak w filmie „Gra Pozorów” Neila Jordana – bohater kocha się w kobiecie, która okazuje się potem mężczyzną, mimo to uczucie zdaje się nie zanikać. Powstanie pytanie – bohater jest gejem czy wzdycha za wytworem własnej fantazji? Tu jeszcze Tokarczuk umieszcza pytajnik, w innym miejscu już nie waha się poprawnie przytaknąć, że matrix w filmie braci Wachowskich był ułudą, choć ani tam myślano o żadnym terrorze maszyn czy alter-rzeczywistości.

 Czytelnicy dopytują się – to, co napisała, jest wymyślone czy wzięte z życia? Jakby to, co „prawdziwe”, było w ontologicznym sensie lepsze niż to, co „wymyślone” – odpowiada w swoim eseju. A tytułowy moment niedźwiedzia to przecież prawo do życia własną wyobraźnią, prawo do niepoznawania świata, do bycia niespełnionym. Smutek to stan po spełnieniu, bo potem zostaje tylko pustka, człowiek wije się w swoich ograniczonych percepcjach, a co gorsza – zaczyna jeszcze na nich polegać.

 

Olga Tokarczuk, Moment niedźwiedzia, s. 190, wyd. Krytyka Polityczna, Warszawa 2012