22 lipca – święto wciąż żywe

Przez 45 lat dzień ten obchodzony był w Polsce jako święto państwowe. W 1990 roku oficjalne obchody 22 lipca zostały zniesione. Mimo to w naszym kraju są środowiska, dla których dzień ten wciąż jest okazją do świętowania. Trudno o bardziej dobitne udowodnienie tezy, że III RP pozostaje jedynie „PRL-em bis”. Przypomnijmy bowiem, jakie okoliczności wiążą się z ustanowieniem 22 lipca świętem państwowym.

22 lipca 1944 Radio Moskwa ogłosiło Manifest Polskiego Komitetu Wyzwolenia Narodowego, marionetkowego ośrodka komunistycznej władzy nad terenami Rzeczypospolitej znajdującymi się pod kontrolą Armii Czerwonej, o składzie którego osobiście decydował Stalin. Sowiecki dyktator misję udziału w tym fasadowym ciele powierzył m.in. Edwardowi Osóbce-Morawskiemu, Wandzie Wasilewskiej, Andrzejowi Witosowi, Stanisławowi Radkiewiczowi, Stefanowi Jędrychowskiemu, Michałowi Żymierskiemu.

W manifeście, którego ogłoszenie stało się pretekstem dla ustanowienia wspomnianego święta, legalny rząd RP znajdujący się na uchodźstwie w Londynie określono jako „samozwańczy” i działający „na podstawie faszystowskiej Konstytucji z 1935”. We fragmencie tym widać odwołania do ponadczasowej wskazówki Stalina, który swego czasu powiedział: „Gdy obstrukcjoniści staną się zbyt irytujący, nazwijcie ich faszystami, nazistami albo antysemitami. Skojarzenie to, wystarczająco często powtarzane, stanie się faktem w opinii publicznej”. Oskarżenia tego typu pojawiły się więc w tekście jeszcze wiele razy – w odniesieniu do legalnych władz i podziemia niepodległościowego. Wraz z posuwaniem się sił sowieckich naprzód, stały się one głównym „argumentem” w walce z antykomunistyczną partyzantką z AK i NSZ, która w dokumentach nowej władzy zaczęła być przedstawiana jako „podżegacze wojny domowej”.

Walka z „reakcyjnym” podziemiem była jednym z głównych obszarów działalności PKWN, który stał się organem sankcjonującym zbrodnie Sowietów i ich polskich kolaborantów na formacjach niepodległościowych. Temu celowi służyły kolejne dekrety PKWN wprowadzające karę śmierci za „zbrodnię stanu”, za którą sądzono żołnierzy AK i NSZ, a także łamiący zasadę „prawo nie działa wstecz” dekret o ochronie państwa czy kolejne zarządzenia, które pod płaszczykiem ścigania niemieckich zbrodniarzy wprowadzały przepisy umożliwiające mordowanie przeciwników politycznych „w majestacie prawa”.

Poza legalizowaniem mordów politycznych PKWN służył Sowietom również w innych kwestiach. Do najważniejszej z nich należy zaliczyć zgodę na przesunięcie wschodniej granicy Rzeczypospolitej na linię Curzona, którą w tajnym porozumieniu z Wiaczesławem Mołotowem wyraził Osóbka-Morawski.

Swoją formalną działalność PKWN zakończył w grudniu 1944, gdy z inicjatywy Stalina został przekształcony w Rząd Tymczasowy Rzeczypospolitej Polskiej. Rok po ogłoszeniu Manifestu PKWN, 22 lipca 1945 Krajowa Rada Narodowa ustanowiła w tym dniu Narodowe Święto Odrodzenia Polski. Zniesiono je po 45 latach.

Do dziś jednak m.in. działacze SLD organizują 22 lipca obchody rocznicowe. Podczas uroczystości dwa lata temu szef lubelskich struktur tej formacji mówił: „Niektórzy widzą PRL tylko w czarnych barwach, ale nie zapominajmy o reformie rolnej, o tym, że Polacy uczestniczyli w odbudowie zniszczonej ojczyzny, miliony ludzi awansowały społecznie, była walka z analfabetyzmem”. Rok później swe myśli rozwinął: „Polska była jedna. Żyli w niej ludzie, którzy mieli marzenia, pracowali, zakładali rodziny”. Ciekawe, co ten pan powiedziałby rodzinie Witolda Pileckiego albo Emila Fieldorfa. Czy ich bliskim działacze SLD obierają prawo do posiadania marzeń? Inny polityk lewicy dodawał: „Przez ostatnie 20 lat prawicowa propaganda robi wszystko, żeby oczernić i ośmieszyć PRL, bez pokazania tego, co działo się dobrego po ogłoszeniu manifestu PKWN”. Dla osób dziś działających w SLD, a wcześniej w PZPR, wydarzyło się wiele dobrego – przejęli przecież władzę i zdobyli możliwość trwającego przez wiele dekad bezkarnego okradania społeczeństwa. Kolejny SLD-owiec tak tłumaczył obchodzenie święta przez jego kolegów: „bez PKWN nie byłoby polskiego Sierpnia, Lecha Wałęsy, Okrągłego Stołu”. Z tą wypowiedzią akurat można się zgodzić. W sumie to niech oni sobie czczą ten 22 lipca. I niech zapraszają na rocznicowe uroczystości wszystkich tych, których też nie byłoby bez PKWN, bo pewnie siedzieliby w więzieniach za działalność sprzeczną z polską racją stanu – komandosów, walterowców, działaczy „lewicy laickiej”, wielu polityków Unii Wolności czy Platformy Obywatelskiej… Tylko mam jedną uwagę. Należy to święto nazwać po imieniu.  Podrzucę nawet lewicowcom kilka propozycji do wyboru. Niech sami zdecydują, czy chcą obchodzić „Ogólnopolskie Święto Zdrady”, „Wszystkich Kolaborantów” czy też może „Dzień Pamięci o Agentach Sowieckich w Polsce”…