Przejażdżki po lewicy z przewodnikiem Krytyki Politycznej – gospodarka

Obalenie system kapitalistycznego było mitem założycielskim światowej lewicy w XIX wieku. Podobnie dziś lewica nie może przejść do porządku dzieńego nad systemem premiującym ludzi zaradnych, aktywnych i pracowitych, nawet lewica rozporkowa. Wszak kapitalizm, to „najdoskonalsza forma gospodarczej ekspresji heteroseksualnych, białych, religijnych mężczyzn, zapewniającej im poczucie spełnienia własnych pragnień  w połączeniu z realizacją poczucia władzy nad ińymi (pracodawców nad pracownikami)“ (s. 183). Na taką niesprawiedliwość lewica po prostu nie może się zgodzić!
 
Nie ma zgody na lewicy co do modelu gospodarczego: „choc rożne nurty lewicy spierają się między sobą , jak powinien wyglądać docelowy model gospodarczy, łączy je z ępewnością jedno: przekonanie jak nie powinien wyglądać“ (s. 58). To, co najbardziej boli lewicę, to rozwarstwienie dochodów. „Gigantyczne rozwarstwienie nie jest koniecznedla wydajnego funkcjonowania gospodarki“ (tamże). Jednym z głównych zadań lewicowego państwa jest budowanie egalitarnego społeczeńtwa, a więc rozwarstwienie dochodów jest niekorzystne także z przyczyn ideologicznych.

 
Lewica jest niewątpliwie zwolennikiem interwencji i kontroli urzędniczej, co jest otwarcie wyartykułowane: „Walcząc o podmiotowość człowieka, lewica opowiada się za ingerencją państwa w życie gospodarcze. Oznacza to akceptację dla znacznej progresji podatkowej i wysokich podatków od dziedziczenia. Progresja podatkowa jest narzędziem ograniczającm nadmierną rozpiętość dochodów“ (s. 12). Dalej czytamy: „Rozwarstwienie dochodów uzasadniane jest njczęściej racjai mertokratycznymi - lepsi zarabiają więcej. Lewica nie uważa nierówności dochodów wygenerowanej przez rynek za adekwatną do wkładu pracy i użyteczności społecznej“ (tamże). Zwraca uwagę, że autor artykułu pisząc o niesprawiedliwości takiego czy ińego rozwarstwienia dochodów nie zainteresował się czynnikami bądź uwarunkowaniami prowadzącymi do takiego stanu rzeczy. Niesprawiedliwość jest wystarczający powodem do działania, bez refleksji, czy działanie nie doprowadzi do jeszcze większej niesprawiedliwości, a do zależnosci pracodawca - pracownik doda kolejne uzależnienie - od urzędnika. Brakuje tu refleksji - jakie nieprzewidziane skutki społeczne wywoła choćby wysoki podatek spadkowy, podczas gdy spłacanie zakupionego mieszkania trwa prawie całe zawodowe życie i ma być trwałym majątkiem rodzińym przekazanym dzieciom? Czy tego rodzaju opodatkowanie dotknie bogatych, czy raczej właśnie młodych ludzi na dorobku?

Zwraca też uwagę, że w myśleniu lewicowym ryzyko jest wartościowane ujemnie jeśli chodzi o pracowników („ludzność porzuca właśnie jedną ze swoich największych zdobyczy: bezpieczeństwo socjalne“ , s. 13) i  zupełnie ignorowane przy analizowaniu działalności gospodarczej. Równie ujemni wartościowana jest konkurencja, którą obwinia się o wzrost agresji, przestępczości i terroryzmu (tamże).Ideą, która ma być odpowiedzią na dziesiejsze czasy, jest „tworzenie wspólnot ponadnarodowych” (s. 15). Złośliwie można tu zauważyć, że istnieją już takie wspólnoty, a w jednej z nich uczestniczy Polska. Wydaje się, że zamiast zwalczyć problemy gospodarcze, Unia Europejska dodała nowe wynikające z polityki integracyjnej, a mianowicie problemy ze wspólną walutą.Na usprawiedliwienie autorów dodajmy, że ”Przewodnik KP” był pisany jeszcze w czasach, kiedy niedopasowanie gospodarek europejskich i różnice w generowanym przez nie deficycie nie ujawniły się z taką siłą.

Sam współczesny kapitalizm jest opisany całkiem trafnie. Autor artykułu „Państwo i gospodarka” opisał przyczyny/powody ekspansji państwa w życie gospodarcze po II wojnie światowej, oraz powody załamania się takiej polityki w latach '70 ubiegłego stulecia.Z dzisiejszej perspektywy szczególnie celny jest opis „kapitału finansowego”, zwanego potocznie „rynkami finansowymi”.  Wg autora mieliśmy konflikt między „kapitałem finansowym” a „kapitałem produkcyjnym”, a którego ten pierwszy wyszedł zwycięsko (przypominam, „Przewodnik” powstał przed kryzysem). Dziś wiadomo, że oddzielenie się „kapitału inwestycyjnego” od produkcji na dłuższą metę było nie do utrzymania i że zwalczany przez lewicę rynek doprowadził do bezwzględnej przeceny pustego kapitału, ratowanego dziś dodrukiem waluty. Warto zauważyć w tym miejscu, że gdyby nie interwencja państw, to z „kapitału inwestycyjnego”, czy też „rynków finansowych” nie został by w obliczu obcnego kryzysu kamień na kamieniu.
 Lewica nie była by lewicą, gdyby nie wskazała jakichś „burżujów” i „kułaków”, krwiopijców żyjących z niesprawiedliwego układu społecznego. W „Przewodniku” jest to „klasa menadżerów” (autory wolą angielską pisownie: „managerów”). Grupa ta powstała dzięki oddzieleniu zarządzania od własności. „Grupa ta, o specyficznym typie wykształcenia i raczej wąskich choryzontach, mieszkająca na strzeżonych osiedlach, ma znikomy kontakt zresztą społeczeństwa, często zmienia pracę, nie odczuwa solidarności ani z firmą, ani ze społeczeństwem” (s. 50). Grupa ta znalazła ideologię legitymizującą jej władzę w „neoliberaliźmie”, a zwłaszcza w monetaryźmie. Interesujące, jak lewica postrzega ideę wolnego rynku: ”W praktyce neoliberalizm stał się ideologią głoszącą, że Rynek jest jedynym optymalnym regulatore, a więc wszystko – kultura, środowisko przyrodnicze, praca, czas wolny, życie rodzinne i możliwość posiadania dzieci, jakieś staromodne 'prawa człowieka' itd. - powinno być poddane Jego kontroli” (s. 51). Lewica, jak pamiętamy z poprzednich odcinków, chce poddać te sfery kontroli władzy politycznej. Pochodzenie jej z wyboru ma gwarantować sprawiedliwość – w znaczeniue lewicowym oczywiście.

Przejście od gospodarki centralnie sterowanej do wolnorynkowej w Polsce pod koniec lat '80 tłumaczy się tu przypadkiem: „Nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, początki końca władzy PZPR przypadły na okres mody ekonimicznej, którąnazwano reaganomics, apoteozy ekonomii podaży i przekonania o dobroczynności wzrostu nierówności dochodowych” (s. 52). Czystym przypadkiem także wtedy „znikło zagrożenie ze strony Związku Sowieckiego” (tamże). Autorowi nie mogło przejść przez klawiaturę, że tu nie było przypadku: niewiara w egalitarny świat urządzony dzięki państwowej interwencji miała swoje źródło właśnie w permanentnym kryzysie imperium światowego, które te zasady najpełniej wprowadziło w życie. Upadek tegoż imperium nie przypadkiem nastąpił w czasach, kiedy USA zaczęło się rozwijać dzięki postawieniu na „ekonomię podażową”. ZSRR „nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności” nie było w stanie sprostać gospodarczo  poziomowi konsumpcji, ani jakości produkcji zachodnich gospodarek (o przyczynach upadku ZSRR nie ma w Przewodniku ani słowa).

Zło kapitalizmu lewica chce zwalczać za pomocą środków, które można opisać krótko: ”mniej pracy, więcej płacy”. Chodzi o poddanie władzy ekonomicznej kontroli społecznej poprzez płacę minimalną, minimalny dochód gwarantowany, i inne formy redystrybucji czy zbiorowe negocjacje płacowe (s. 56). Wprost stwierdza się także, że „dla wielu ludzi lewicy zasadniczym zadaniem jest zwiększenie wymiaru wolnego czasu.To z nim identyfikują Marksowskie 'królestwo wolności'” (s. 57). Dodatkowo, te zdobycze powinny być gwarantowane przez organizacje międzynarodowe tak, aby żaden kraj nie mógł być bardziej konkurencyjny od innych. Banki centralne powinny mniej zwracać uwagę na cel inflacyjny, bardziej troszczyć się o zwalczanie bezrobocia – czyli powrócić do skompromitowanej koncepcji pobudzania gospodarki przez psucie pieniądza (s. 58).

Podsumowując – społeczna kontrola o jakiej mowa w „Przewodniku KP” to nic innego jak kontrola biurokratyczna. W niektórych krajach, jak np. kraje skandynawskiej, biurokracja może dobrze funkcjonować nawet przez długi czas, ale nawet tam się degeneruje. Lewica nie stawia sobie w zasadzie w ogóle pytania: jak w warunkach polskich zbudować biurokrację, która nie będzie kulą u nowi gospodarki, tylko będzie jej służyć? W jaki sposób ją kontrolować, aby nie wsrastało zatrudnienie krewnych i znajomych? Dlaczego ci „krewni i znajomi” lepsze posady znajdują właśnie w biurokracji, a nie w sektorze prywatnym? W przewodniku KP słusznie podany, że w Polsce lepiej zarabia się w sektorze państwowym (s. 70).  Oznacza to ni mniej ni więcej, że zysk wypracowany w sektorze prywatnym transferuje się do sektora publicznego. Biorąc pod uwagę, że ogromna większość polskich przedsiębiorstw to małe i średnie firmy oznacza to drenowanie kieszeni drobnych przedsiębiorców celem utrzymania machiny państwowej.


W „Przewodniku KP”  czytamy: „Ruchy walczące o skrócenie czasu pracy stawiają pytanie: w imię czego, w realiach wzrastającej wydajności pracy , ludzie koniecznie muszą pracować 40 czy 50 godzin tygodniowo – dlaczego nie 30”? Zdradzę „ruchom walczącym o skrócenie pracy” tajemnicę tego zjawiska. Otóż w krajach dobrze zarządanych ludzie wciąż pracują długo, bo ich potrzeby rosną i są zaspokajane dzięki tym większym dochodom. W krajach gorzej zarządanych, takich jak Polska, dodatkowe pieniądze są przejadane przez armię urzędników, sięgającą wg  niektórych szacunków już miliona zatrudnionych (500 tys zatrudnionych na umowę o pracę, bliżej niesprecyzowana rzesza na umowy zlecenia). Lewica chce utrzymania tej armii biurokratów, chce także dodać im dodatkowe gwarancje socjalne i jednocześnie nie zdradza się z pomysłem, jak zmusić ich do dobrej pracy oraz jak pozbyć się trutni zatrudnionych po znajomości.